— Więc dobrze. Pan sam od początku chciał, abym wydał rozkaz wycofania się z tamtego wzgórza? Ja nie mogłem wydać takiego rozkazu. Ale mogłem — to rzecz inna — spowodować wydanie mi takiego właśnie rozkazu. Na to jednak trzeba mi było przedstawić, że z wielu racji zleconego mi zadania spełnić nie mogę. Bo mam rannych, bo jestem pod obstrzałem, bo ludzie mi się psują... Tymi argumentami mogłem spowodować rozkaz wycofania się...

— Nie mógł pan wprost powiedzieć: „rozkaz niewykonalny”?

— Panie podchorąży, oficer polski nie zna rozkazów niewykonalnych.

— Panie poruczniku, a jeżeli ja spytam w tym samym narzeczu? Jeśli spytam, czy oficer polski zna obciążanie niezasłużone żołnierzy?

— Przedstawiłem was do odznaczeń.

— Ale przedtem wysłał pan ten meldunek.

Przez chwilę chodzą razem po pylnej, wijącej się lasem drodze. Milczenie jest kłopotliwe, ciążące. Ale przerywa je, wyciągając rękę, porucznik:

— Daruje mi to pan?

Wybuchy szczerości, niespodziewane w tym człowieku, zawsze rozbrajały Andrzeja.

— Panie poruczniku, ale drużyna?