— Ja bym potrzymał...

— Popróbuj.

Banaś jest młodym, młodziutkim chłopcem i mówi o kobietach właśnie w ten sposób trywialny, w jaki mówią zupełnie młodzi chłopcy, którzy się już trochę do kobiet palą, a jeszcze naprawdę nie mieli żadnej. Tak samo jak Płużańszczak jest już raczej uspokojony, wziąć wziąłby, ganiać za żadną nie będzie. Pół roku na francuskim wojskowym wikcie133, przy bromie134 w chlebie, soli i kawie porannej, też swoje robi.

— No, więc nic, nikt? ,

— Owszem — uśmiecha się Andrzej — jest ktoś i coś...

Tym razem nawet Płużańszczak odsunął płótno.

— Któż taki?

— Stecki.

— Tadzik Stecki? Nabiera ją na historię?

— Gorzej: na Szopena.