I patrzy na żółty dom, jeden z wielu takich, jakie pod Narwikiem mają ludzie miejscy, wyjeżdżający tu na miesiące letnie w zieloną, szeleszczącą puszczę. Okna są wielkie i otwarte szeroko; dół domu jest niezamieszkany; w kuchni poczet dowodzenia gotuje czasem herbatę z kantyny angielskiej; w sieni stoją worki plutonu. Ten pokój narożny, którego okna łączą się na rogu w jedno, to salon i w salonie jest wielki czarny Bechstein135. Jest nawet data: Wien136 1912. To właśnie na nim, czasem gdy jest tutaj, Stecki gra wieczorami.

Właściwie nie są to nawet wieczory. Jest to zupełnie późna noc, jasna noc norweska bez blasku. Jak się to stało wtedy? Stecki przyjechał do swojej kompanii, miał przywieźć na górę papieru do pisania. Brakło go w Haakviku. Sztaby tyle piszą, wszystkie sklepy rozwalone od dwóch tygodni. Zaszli z Andrzejem do domu; może tu będzie. Dziewczyna kazała czekać w salonie. Mieszkała sama i to ich wtedy jeszcze zdziwiło: dziś już nie dziwi. Kiedy jej nie było, Stecki otworzył fortepian, popróbował, zaczął grać, jak umiał, z pamięci. Dziewczyna długo nie wracała. Andrzej usiadł w fotelu, w pokoju, w którym był nieład wojennych, w pobliżu frontu, mieszkań; tylko w oknie bielały czyste firanki i stały wazoniki kwiatów. Po chwili, gdy Tadeusz grać przestał, zobaczył, że dziewczyna wróciła już dawno i przystanęła nieruchomo w drzwiach. Firanki w oknie wytwarzały jednak w pokoju mrok i w mroku tym bielały tylko długie, wąskie palce Tadeusza na kościanej klawiaturze fortepianu i biała kobieca twarz na tle czarnych, drewnianych drzwi. Kiedy skończył, podeszła najnaturalniej w świecie i zapaliła stare stearynowe świece w lichtarzach po obu stronach pulpitu. Świece były zwilgotniałe czy stare i nie chciały się palić; lichtarze były staromodne, secesyjne, sprzed tamtej wojny; przypominały Andrzejowi takie same w Polsce, pamiętne z wczesnego dzieciństwa. Dziewczyna rozłożyła wielkie pliki nut i nic nie mówiąc, uśmiechając się tylko, poprosiła Steckiego, żeby zagrał. Krótkowidz uniósł się w krześle, odczytywał, potem odrzucił głowę i grał. I Andrzej rozpoznał po paru uderzeniach Tristesse137 Szopena.

To było właśnie w dwa dni po zejściu z pozycji; wtedy, kiedy się starał odwiedzić w szpitalu swych rannych i kiedy mu powiedziano, że Kettlera odesłano już samolotem do Anglii i że tu w szpitalu nawymyślał jeszcze jakiemuś Niemcowi strąconemu pod Harstad. Wracał do plutonu już wieczorem i w drodze myślał, jak w te wszystkie pierwsze dni, o zabitym Wolskim. Potem właśnie zaszli razem do żółtego domu i Stecki zaczął grać. Fortepian się rozdźwięczał echami starych wrażeń i przypomnień, jakichś dźwięków, które umiały przywołać pamięci ludzkiej i uczynić obecnymi postaci dawno zapomniane, rzeczy dawno przeżyte, domy, które usunęły się w przepaść, sprawy, od których wojna odcięła go tak niezawodnie i ostro jak gładkim błyskiem miecza. Po raz pierwszy w życiu Andrzej popatrzył na muzykę jak na jeszcze inny rodzaj sztuki, niż ją widział dotychczas. „To dziwne — pomyślał — dawniej była dla mnie tylko muzyką i niczym więcej, z samej siebie czerpała swą wartość. Czyżby teraz stała się jedynym, najlepszym środkiem do wskrzeszania w sobie samym całego świata utraconej przeszłości? Może dlatego człowiek smakuje w muzyce w miarę wieku, w miarę, im od więcej się rzeczy oddalił, im więcej pozostało za nim?”.

Żółtawe, zastarzałe świece poczęły naraz migotać niepewnym błękitnawym blaskiem, który w chybocącym kręgu światła wybielał nuty pulpitu, uginanie białawej klawiatury i coraz wolniejsze po niej przebieganie rąk. Błękitnawość płomyków chwiała się na tle najciemniejszego mroku, w rogu pokoju. „U nas mówiło się zawsze, że gdy świece palą się błękitno, to znak, że duch czyjś kołace się w pobliżu” — przyszło na myśl Andrzejowi ponownie. I ponownie przypomniał mu się Wolski. „On tam jeszcze leży gdzieś w tych krzakach, tu u pozycji niemieckich, niepogrzebany”. Po raz pierwszy uświadomił sobie, że pogrzeb jest naprawdę ostatnią posługą. Nie, nie jest obojętne, co się z ciałem dzieje po śmierci; to instynkt jakiś każe wracać je ziemi.

Dziewczyna podeszła od drzwi i przerzuciła kartki nut. Znowu odeszła pod drzwi. Nokturn138 spłynął falą romantycznych, przeszłowiecznych tonów. „Ta dziewczyna może też coś przeżywa jak my, może także jej przywodzi to na myśl jakieś chwile, które obsunęły się w przeszłość, jakichś ludzi, których już nie ma. Ale jeśli tak nawet jest, nie dowiem się tego nigdy. Banaś może po raz pierwszy w swym życiu słucha prawdziwego koncertu; jemu jeszcze dzisiaj muzyka nic nie wskrzesza. Przemówi do niego dopiero po latach, przypominając to, co słyszał też po raz pierwszy, echem dalekim, zapachem starych szuflad, bladością kwiecia zasuszonego na wspominanie w kartach grubej książki. Co mu przypomni — wtedy?”. Objął wzrokiem cały pokój pogrążający się w przejrzystym, wodnistym mroku, hełmy złożone na oparciu okna, a przez wielkie dwuścienne szyby — daleki widok norweski. Młode brzozy o wiotkich, białych pniach podbiegały pod same okno, szeleszcząc zieloną rozchwieją liści, nachylając się jak dziewczyny wiejskie, w czas po praniu, nad baliami z bielizną. Las jarem niewidocznym z tych okien opadał w dół i nieruchomiał nad morzem, które w szerokiej odnodze fiordu było w nocy stalowoszare. Na górach, za tym fiordem, marły jeszcze ostatnie różowości i liliowości zachodu. Świat jakby się kończył za tymi szczytami, a jeśli nawet istniał jeszcze gdzie indziej, to już inną, odmienną planetą. „Tak: inna, odrębna planeta, świat inny, sprawy inne, ludzie inni — oto jak kiedyś może widzieć będzie Roman Norwegię, oto jak mu kiedyś muzyka to wszystko naniesie” — pomyślał.

Zieleń lasu za oknem poczęła naraz przerzynać białe smugi dymu, jakby waty.

„Trzeba wyjść do kuchni; kucharz Cedro w lesie nie przestrzega opl139. Pewno znowu palą mokrym drzewem”.

X

Ksiądz spał na półpiętrze w niewielkim pokoiku, w którym dach załamywał się jak w poddaszu, a okno wykrojone w dachu dawało niewiele światła. Dzielił ten pokój z majorem, a że było ciemnawo, Andrzej miał trudności z rozpoznaniem, który gdzie śpi. Czarny brewiarz140 przy tapczanie uspokoił go.

„Chyba nie major”.