— Nie widział pan takich grobów w Polsce? Opuszczonych, rozsypujących się, przeorywanych?

— Księże kapelanie, to ja pierwszy pojechałem po księdza...

— Zrobił pan to, co pan powinien był zrobić. Trzech kapelanów ma brygada nie po to, żeby ludzi chowano bez księdza.

W chwili, gdy zwłoki z powrotem układano na wóz, Andrzej dostrzegł, że obaj żołnierze wyznaczeni do kopania nie przyjmowali tego niechętnie. Czyżby i oni byli jednak po stronie księdza? I sam się sobą zawstydził.

— Księże kapelanie, mam przy miejscu postoju metalową tabliczkę z nazwiskiem biedaka; może skoczę po nią na motocyklu i dogonię przed Haakvikiem?

— Dobrze, że pan pomyślał o tym — pochwalił ksiądz pojednawczo — jak się zaraz nie zrobi, to się potem zapomni. Niech pan bierze motocykl, my pójdziemy powoluśku przy wózku. Dogoni nas pan przed zakrętem.

Kondukt wojenny ruszył swoją drogą. Z motocykla Andrzej obejrzał się raz jeszcze. Jeden ze strzelców, Pawłowski, szedł przy koniu. Drugi, z księdzem, podtrzymywał od lewej zsuwające się z wózka ciało. Wóz zachybotał raz jeden jeszcze w płytkim piaszczystym rowie, który odgradzał polanę od drogi, i wjechał w pylne koleiny wijące się poprzez las.

Zatrzymał motor przy drodze o kilkaset metrów dalej. Z boku, między drzewami, miała postój drużyna 9.; to kapral Gruda miał wyciąć z blachy od konserw tabliczkę i gwoździami wybić na niej napis.

— Znam się na tym. Te, cośmy robili, na pewno przetrwały, chyba je Maury141, dranie, pozrywali...

Czeczel nie spytał, czy chodziło o wspomnienie kaprala znad Jaramy142 czy z Guadalajary. Wiedział, że wspomnienia hiszpańskie kaprala nie wszędzie są przyjmowane z zapałem. Gruda nie spał czy też, usłyszawszy motor, sam podszedł.