— No, cóż tabliczka?
— A dawno jest; i nazwisko, i nawet numer, wszystko. Krzyż chrześcijański dałem u góry...
— No i gdzież to, kolego?
— A zaniosłem i położyłem u pana podchorążego, pod telefonem. Właśnie miałem tam nawet iść. Niech ta podchorąży tam teraz zajrzą.
— Cóż tam znowu?
*
— Iii... nic. Tylko ten szpicel, no ten Ziemiański, polazł tam coś powęszyć.
Gruda mówił to udale obojętnym tonem, który źle wychodził. Czeczel uznał za wskazane zlekceważyć to gadanie, tym bardziej, że sam nie miał serca do sierżanta.
— Pewno coś zapomniał w kancelarii.
— Może i zapomniał. Podchorąży sam zobaczy.