będziem ciebie wiernie strzec... 34

I tak się widać cni35 ludziom po kilkugodzinnym marszu, że głosem automatycznym, znudzonym i kalwaryjskim36 podchwytują inni:

rozkaz cię utrzymać

albo na dnie,

na dnie twoim lec,

albo na dnie

z honorem

lec... 37

Szosa — leśna droga jest z powrotem szosą — wyziera teraz coraz częściej spod śniegu rudą gliną, ilastym łupkiem. Zakręt po zakręcie, tupot nóg na twardej nawierzchni. Szybciej, szybciej. Z góry schodzi się prędko. Zaczyna grzać słońce. Tam za fiordem, który teraz w dzień połyskuje stalowo, głęboko, widać szarogranatowy stromy masyw gór. I naraz, za nowym zakrętem, widzą werżnięty głęboko w wody, wysunięty jak Półwysep Helski, cypel lądu. Obrasta go zielony naparstek38 chojniaków, sponad których wytryskują kolorowe, białe, żółtawe, rudawe, wysokie kryształki — domy zgęszczone, tłoczone wobec braku miejsca na owym cyplu, oblane morzem z trzech stron, strzeliste kamienicami miasto:

Narwik.