— Co wy tu robicie?
Ku największemu zdumieniu Andrzeja Ziemiański odpowiedział prawie hardo:
— Co ja tu robię, panu porucznikowi to powiem.
Czeczel ogarnął raz jeszcze wzrokiem pokój, nieład, przerażenie dziewczyny. Nie; nie było żadnych wątpliwości, czego tu mógł szukać po nocy, korzystając z nieobecności na dole, tamten człowiek. I Andrzej powziął decyzję:
— Dobra. Kapral Gruda zostanie tutaj. Nikt nie ruszy się z miejsca. Ja sprowadzę wam zaraz pana porucznika.
I prawie schodził, kiedy zatrzymał go głos Ziemiańskiego:
— Po co pan podchorąży będzie się fatygował; ja sam pójdę do porucznika i wszystko się wyjaśni...
Cała hardość pierwszego odezwania się gdzieś spłynęła, odprysła. Andrzej, aż zdziwiony tą zmianą, przystanął. Ziemiański, biorąc to skwapliwie za przyzwolenie, podsunął się ku drzwiom. Ale w drzwiach, w progu samym, stał już znieruchomiały jak warta Gruda. Odepchnął przemykającego się ręką:
— Stać!
— Nie słyszysz, skurwysynie, że idę do porucznika? Cóż to? Kapral sierżantowi będzie teraz rozkazywał? Tu nie wasze sowiety...