— Tak — przytwierdza — ale my jesteśmy czerwoni... — Narodowi komuniści zatem? — Śmieje się. — Tak, można i tak powiedzieć. Ja — mówi — byłem komunistą. Gdy mnie przekonano, że komunizm da się pogodzić z ideą narodową, stałem się syjonistą.

Ale Mojżesz Schamroth stał się nim jeszcze z innej racji: oto nie wierzy w bliskość komunizmu. — Komunizm przyszedł na świat za wcześnie: był to przedwczesny, wojną spowodowany poród. Dlatego był taki krwawy; dlatego chroma. — (Mojżesz Schamroth jest zbyt trzeźwy na to, by się dać zmylić prospektami piatiletki7 i zbyt pedantycznie uczciwy, żeby kłamać; niepowodzeń komunizmu nie ukrywa, woli je raczej wytłumaczyć). Ludzkość — zdaniem jego — odwracają od ustroju komunistycznego dwie rzeczy: właśnie ogrom ofiar ludzkich, jakie kosztowało jego wprowadzenie, i przymusowy od A do Z charakter. I oto w Palestynie już wyrosły podwaliny ustroju komunistycznego bez przelewu krwi i bez przymusu, a więc te, których ludzkość nie odrzuci, które wybawią ją z kryzysu. Wielka misja dziejowa Izraela.

Poza ZSRR i koloniami palestyńskimi jest przecie jeszcze jeden kolektyw na świecie: mieści się on właśnie wśród tych młodych chaluców z okrętu. Poglądy Mojżesza Schamrotha, którego wpływ nie ogranicza się do towarzyszy z jednej pryczy, są w mniej jaskrawy sposób poglądami ogółu. Ale Mojżesz Schamroth, sierota i samouk, nie doliczył się jeszcze jednego momentu, który, choć raczej uczuciowy, jest dla wychodźstwa chaluców bodźcem bardzo silnym: pociąg do swobody.

*

Odkryła mi go, że istnieje tak silnie właśnie wśród tych wpółskomunizowanych młodzieńców, Klara Zalatkowska. W przeciwieństwie do cherlawego, wątłego wyrostka, jakim jest Schamroth, jest to silna, rosła dziewczyna. Jest prawie piękna i nie wygląda na Żydówkę. Jest córką „czystej, proletariackiej rodziny” — jak mi to aż dwukrotnie obwieszczał Mojżesz Schamroth, który sam, niestety (jak mówi), nie ma za sobą tak czystego proletariackiego pochodzenia. Jej wykształcenie, poza bardzo słabymi podstawami, polega bodaj tylko na obsłuchaniu się w dyskusjach, które prowadzili inni. Wśród dziewczyn z „Dacii” jest to niemniej najinteligentniejsza.

— Wszyscy prawie mieli w kraju (kraj znaczy tu Rumunię) bardzo smutne życie. Już nie ciężkie warunki, ale smutne życie. Jest nie do uwierzenia, jak silne są codzienne kłótnie młodych i starych w tej samej rodzinie. Nasi starzy zmienili się bardzo mało: pozostali tacy, jak temu dwadzieścia, trzydzieści lat. Jak ja patrzę na rumuńskie dziewczyny, to mam wrażenie, że one są mniej nowoczesne niż nasze. A przecież ich rodzice dotrzymali kroku czasowi lepiej. Dobre stosunki ze starymi układają się dopiero wtedy, gdy my, młodzi, wychodzimy z domu. Im dalej odchodzimy, tym lepiej.

Ten rozdział pokoleń to może być istotnie problem bardzo głęboki w ubogim społeczeństwie żydowskim.

— I — mówi dalej Klara — młodzi dziś czują się zupełnie inni i od rodziców, i od wszystkich innych rzeczy...

— Całego świata? — próbuję wykrzesać jej, nieznajdującą stosownych słów, myśl.

— Tak — chwyta to słowo Klara — całego świata. Widzicie, jakoś tak się zrobiło, że tak jest. Gazety rumuńskie piszą, że młodzi Żydzi są wszyscy komuniści. No, ja widziałam różnych i mnie się zdaje to inaczej: nie, oni nie są komuniści, nawet jak się tym zajmują. Oni tylko idą przeciw temu, co jest, i próbują, a nuż w komunizmie znajdą to, co im odpowiada? W syjonizmie też szukają. I raz przechodzą tu, a raz tam.