— Dostarczyć wszystkim warsztatom przemysłowym Palestyny, tym, co są, i tym, co powstają, taniej siły popędowej. Wszystkie fabryki i zakłady Palestyny — zelektryfikować!

Cel ten dziś już się realizuje. Wedle ostatnich statystyk, z 1931 roku niestety, w samym tylko Tel Awiwie było czynnych 1400 motorów elektrycznych. W Hajfie było ich 650, w Tyberiadzie 20. Cyfry te mogły się tylko wzmóc, jak się wzmogła zamożność tych miast, ich ludność, ich przemysł. Cyfry te wzrosną jeszcze więcej. Taniość prądu i drogość62 węgla zmuszają najmłodszy przemysł świata posługiwać się elektrycznością jako siłą.

Na dalszą przyszłość widzi Palestyna inny plan do przeprowadzenia i innych po dziele Pinkusa Rutenberga domaga się rzeczy. Ten plan brzmi utopijnie niemal. Kto Palestynę nową widział, ten wie, że plan ten jest realniejszy niż nasze najprostsze plany. Oto:

— W chwili obecnej na koloniach pomarańczowych pracuje kilkaset motorów parowych, które wypompowują z głębokich artezyjskich studni wodę i rozlewają ją po pardesach. Pomarańcza potrzebuje wiele wody. Pomarańcza daje dobre zbiory w Palestynie dlatego, że nawadnianie pardes jest dostateczne. Rolnictwo zbożowe jest deficytowe w Palestynie z tej przede wszystkim racji, że szwankuje nawadnianie terenów. Szwankuje dlatego, że o ile dzięki wysokim cenom pomarańczy opłaca się nawadniać sady pomarańczowe, to o tyle wobec niskich cen na zboże (cetnar metryczny pszenicy waha się tam około dwudziestu ośmiu naszych złotych) nie opłaca się oczywiście nawadniać pszenicznego zagonu. U źródła niedostatku zbożowego Palestyny stoi dziś nie co innego, jak niemożność nawodnienia jej gruntów. Na tę niemożność były dwie możliwe rady:

— sztuczne podniesienie ceny zboża, dzięki czemu nawadnianie stałoby się opłacalne;

— obniżenie kosztów nawadniania.

W Palestynie ludzie byli zbyt roztropni, by chwycić się (o ile był on w ogóle wykonalny) pierwszego planu. Drugi plan — to właśnie plan Rutenberga. To ta część, najdalsza, najpóźniejsza, jego planu, która oficjalnie jeszcze nie jest niemal proklamowana; dla nas wyda się jeszcze szaleństwem plan nawadniania gruntów pod pszenicę, nawadniania przy pomocy elektryczności. W Palestynie nie jest to większą utopią niż osuszenie Emeku. Emek należy wykorzystać lepiej, niż to miało miejsce dotąd. Znaczna część gruntów Emeku wymaga stałego nawadniania. Rutenberg, Rutenberg!

Ten krzyk — to wołanie kraju kolektywów, wołanie ludzi, którzy chcą widzieć dopełnienie swego dzieła. Rutenbergowska centrala w Tel Or, Pagórku Światła, jest na mapie Palestyny jakby ostatnią forpocztą Emeku. Stoi — jakby wskazując przyszłym kolonistom ich drogę — na gruntach leżących już za Jordanem. Z Rutenbergowskiej centrali spodziewany jest dalszy etap postępu: rozbudowa stacji elektrycznej na tak wielką skalę, że umożliwi ona niebywałą wprost zniżkę prądu, zniżkę dość wielką, by mogły z niej w sposób handlowo opłacalny korzystać i pardesy, i wreszcie zwykłe role Emeku.

A wtedy...

*