Przedwojenna emigracja Żydów do Palestyny natrafiała na antysemityzm. Był to jednak bądź religijny fanatyzm, bądź po prostu żądza rabunku. Po wojnie uległo to przemianie. Zawiedzione nadzieje arabskie skojarzyły się z widokiem wyrastających masowo kolonii żydowskich, z mnożącą się z roku na rok o dziesiątki tysięcy ich ludnością. Żyd, dawny antagonista religijny, pojawiał się na horyzoncie jako antagonista narodowy. Jeżeli chodziło o przeprowadzenie mas arabskich od antagonizmu religijnego do antagonizmu narodowego, to Żydzi byli do tego najlepszą kładką. A pamiętajmy, że przepaście kulturalne w społeczeństwie arabskim są doprawdy całowiekowe.

Ale jakie to od stosunków naszych czy niemieckich różne!

Żydzi u nas są nienawidzeni za „wciskanie się w życie polskie”, za handlowe pasożytowanie na Polakach, za zajmowanie miejsca swym polskim zawodowym konkurentom, za wygląd fizyczny nawet. Żadna z tych racji nie zachodzi w Palestynie. Żydzi tam przywieźli pieniądze, Żydzi bynajmniej w świat arabski się nie wciskają. Tworzą najwyraźniej osobny świat. Chcą tworzyć. O ich nadmiarze nie można mówić, skoro ani kulturalnie, ani ekonomicznie on nie ciąży, przeciwnie. Antysemityzm arabski — to jest coś zupełnie innego niż wszystkie antysemityzmy, niemiecki nawet. Tu nie ma owych racji zawiści, że „Żydzi są wszędzie, Żydzi mają wszystko”, bo to, co mają, tego by bez nich w ogóle nie było. Tu istnieje nie zwyczajny antysemityzm, ale po prostu jedna z tych nienawiści plemiennych, tych narodowych wendet, jak te, które istniały między Armeńczykami a Turkami, nienawiści, których ostatnimi odpryskami w Europie są kraje jak Albania czy Macedonia. Jest to część składowa wielkiej ksenofobii Arabów. Jest to nienawiść najzupełniej ślepa. Jeżeli przeciętny Europejczyk będąc w Palestynie nie widzi, by się doń odnoszono z tą nienawiścią, to dzieje się to właśnie dzięki temu, że cała ona koncentruje się dziś na Żydach, tak że dla innych pozostaje już skąpy udział. Słowo „giaur” z całym swym nienawistnym sensem zostało zastąpione słowem „Żyd”. Ta nienawiść rozsadza wszelkie teorie o antysemityzmie palestyńskim, nawet głoszone przez inteligentnych Arabów.

— Czy pan wie — mówiono mi — że jeden samolot w ciągu ośmiu godzin zbombarduje wszystkie kolonie żydowskie?

Powtórzyłem te słowa Żydom. Odrzekli tylko:

— O ile nam wiadomo, to Arabowie jeszcze samolotów nie mają. W Tel Awiwie jest szkoła lotnicza — żydowska.

Oto dzisiejszy stosunek dwóch narodów.

Żydzi wobec Arabów

Jakiś dziennikarz francuski napisał, a nasza prasa demokratyczno-antysyjonistyczna („Przełom”) z radością powtórzyła, że Żydzi o sprawie arabskiej wolą nie mówić i nie myśleć. Trudno o bardziej kłamliwy i bardziej śmieszny zarzut. Jeżeli u nas rozum polityczny całych obozów nie zdobywał się na jasne, konsekwentne i realne podejście do takich spraw jak ukraińska, to o syjonizmie powiedzieć tego nie można. Kolejno w ciągu czternastu lat mandatowych wzeszły na horyzont Palestyny aż trzy koncepcje sprawy arabskiej. Nie ma tygodnia niemal, by prasa żydowska u nas nie zgłębiała po raz tysięczny tej kwestii. Najgorszy antysemityzm nie postawił też Żydom tak oczywiście krzywdzącego zarzutu.

Koncepcja kantonalna. Były to pierwsze lata Palestyny mandatowej, rządy pierwszego Wysokiego Komisarza angielskiego, Herberta Samuela, Żyda, który się sprawie żydowskiej nie najlepiej przysłużył. Palestynę, będącą od wieków jednolitym krajem, podzielono na dwie osobne części: na Palestynę właściwą i kraj na wschód od Jordanu, Transjordanię, gdzie usadowiono jednego z synów zasłużonego władcy Arabów, Hussejna, Abdullę. Cel koncepcji był przejrzysty: przypominał poniekąd Hymansowskie rozwiązanie sporu polsko-litewskiego z 1921 roku drogą stworzenia z części ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego dwóch kantonów: litewskiego z Kownem, polskiego z Wilnem. Imigrację żydowską skierowano do umniejszonej o kraj z lewego brzegu Jordanu Palestyny, wzbroniono jej najsurowiej rdzennie arabski kanton, rządzony przez arabskiego emira. Sądzono, że w ten sposób zgęści się ludność żydowska na mniejszej przestrzeni kraju, że drażliwą kwestię ograniczy się terytorialnie.