W całym kościele tłumy, tłumy, tłumy. Stoją pielgrzymki niemieckie przy polskich, włoskie przy francuskich, hiszpańskie, angielskie. Gdy milkną organy, nie słychać niemal nic. Msza się ciągnie, potem rezurekcja i procesja. Strojni po wschodniemu kawasi konsulatów przodują jej, uderzając ciężko okutymi laskami w kamienne płyty posadzki. Przez tłum trzykrotnie obchodzi Grób jasna od białych komż, złota od jasnych ornatów.
Te Deum98. W szare od kadzielnic powietrze bije z tej pieśni triumf zwycięstwa, zwycięstwa pewność, zwycięstwa słodka radość. Resurrexit sicut dixit99. Alleluja, alleluja. Via Dolorosa i Wielki Piątek, i tych100 trzy dni Wielkiego Tygodnia — wszystko to się tu spala z tym kadzidłem, rozprasza po świecie ze zwycięskimi tonami hymnu. Biją ciężkie dzwony kościoła, rozdzwoniły się u franciszkanów, u bernardynów, na Syjonie, na Górze Oliwnej. Biją silniej i mocniej, biją naprawdę urbi et orbi101. Jasnym niedzielnym rankiem niosą się nad białe od kamieni góry i zielone wzgórza, i kamieniste drogi polne najdalszych okolic Jeruzalem. Resurrexit, resurrexit, resurrexit. Słuchają tej wieści stare na Getsemani oliwki.
Tak ogromnie różne drogi
Das wirkliche Deutschland102
W piątym dniu pieszej wycieczki, jaką z młodym Żydem z Polski, Arią Buchnerem, odbyłem po koloniach Palestyny północnej, dołączył się do nas trzeci towarzysz. Spotkaliśmy go wczesnym rankiem u wyjścia z Tel Or i pierwsze zamienione słowa zgłuszał nam jeszcze szum wód Jordanu, wpadających z łoskotem w rozwarte czeluście turbin elektrowni Rutenberga. Był to młody, najwyżej dwadzieścia trzy lata liczący chłopak, który wędrował do swych towarzyszy w kolektywie syjonistycznym, kibucu, za Tyberiadą. Nie miał w sobie jednak nic z robotniczego, trochę ciężkiego typu palestyńskich chaluców. Zresztą był kraju zaledwie od roku, a pochodził z Berlina. Było to dla mnie swego rodzaju sensacją, nie tylko ze względu na to, co się właśnie w tym czasie (kwiecień 1933) działo w Niemczech, ale po prostu dlatego, że dotąd niemieckich Żydów spotykałem bardzo mało. We trzech szliśmy odtąd prawie pół dnia drogą idącą przez sam środek doliny Jordanu.
Okazało się, że nowy towarzysz zna Polskę. Był w Polsce z wycieczką; bawiła ona u nas trzy tygodnie. Młody Żyd poznał wtedy Warszawę, Wilno, nawet Białystok. Ale poznał jeszcze szereg zupełnie małych, jak mówił, miejscowości, z których wymienił kilka: Kutno, Sochaczew, Nowe Miasto, Mławę. Zdziwiłem się: cóż mogło ściągnąć do Mławy pierwszego tam chyba zagranicznego turystę?
— Wir suchten das religiöse Judentum103.
Tak rozpoczęła się opowieść młodego Żyda. Nie miała ona ani przez chwilę charakteru spowiedzi w stylu rosyjskich, łatwych i „szerokich”, wynurzeń. Wszystko mówione było z tą jedną jedyną myślą, aby ten obcy, który wybrał się aż nad Jordan w celu poznania żydostwa, zrozumiał racje, które sprawiają, że palestyński kolektywnik, kibucnik, socjalista i syjonista szukał wszystkich innych dróg, nim znalazł tę ostatnią.
W opowiadaniu były rzeczy, których się przedtem domyślałem. Młody człowiek, miał w sobie coś, co tchnęło i dobrobytem, i staranną, wszechstronną kulturą. Poza tym wyglądał, jak powiedziano by w Niemczech, na chłopca von der guten Kinderstube. Opowiadanie sprecyzowało mi takie szczegóły, że Kinderstube mieściła się w Berlinie, w domu rodziny od pokoleń zamieszkałej w Brandenburgii, bogatej, przemysłowej burżuazji. Ojciec umarł w czasie wojny na skutek zatrucia gazami na froncie zachodnim. Matka pozostała sama, bodaj z dużym majątkiem, opowiadający tego specjalnie nie podkreślał, ale i nie ukrywał. Pozostała z dwoma synami, z których starszym był właśnie mój nowy towarzysz.
Rodzice nie należeli już do żadnej gminy wyznaniowej. Dzieci na Boże Narodzenie miały drzewko. Choinka, obwieszona srebrną watą i szklanymi świecidłami, to była szczątkowa forma cudzej religijności w asymilowanym środowisku, utrzymana dla wieku zabawy klockami i ołowianymi żołnierzami. Ołowiani żołnierze mieli jeszcze w życiu tych małych Żydów odegrać rolę chyba wyjątkowo ołowianym żołnierzom przydzieloną: oto kiedyś, w tym właśnie czasie, malec posłyszał w rozmowie starszych niezrozumiałe słowo die Juden.