Trochę mnie to detonuje. Nie wiedziałem, że wśród syjonistów są mistycy. Bodaj że moje zdetonowanie widać, bo pan Szymon ujmuje mnie za rękę — no nie, niezupełnie tak chciał powiedzieć.
I po tych słowach zaczyna opowiadać. Kiedy był młody, już słyszał o Palestynie. Już dawno przed wojną Żydzi z Polski jechali. W Petach Tikwa, starej kolonii, jest trzech Żydów z Cudnowa. Właściciel pewnego hotelu w Jerozolimie jest synem Żyda z Połonnego. Pan Szymon to pamięta. Oni jechali. On — bał się. Bał się i pomyślał, że to nie dla niego. Ojciec dał mu edukację, wykierował na buchaltera. W tych czasach był to bardzo dobry kawałek chleba. Czuł zresztą, że się do tego nadaje.
Pan Szymon opowiadał mi dalej, jak rzucił pewną dobrą posadę, gdy się przekonał, że właściciel majątku żyje za rozrzutnie. Aż do przesady szukał rzeczy pewnych. Pieniądze lokował w najpewniejszych listach zastawnych. Nigdy po ludziach. Czy mogło być coś pewniejszego niż listy zastawne albo papiery rządowe?
I pan Szymon machnął ręką.
Opowiadał mi, jak na miasteczko, gdzie się schronił w roku 1917 czy też 1918, spadły pierwsze rozruchy antysemickie. Opowiadał, iż już tym, co zaszło przedtem, był tak ogłupiały, że się nawet nie ukrywał. Ma nazwisko nieżydowskie, nie wygląda na Żyda, jakoś się i uchronił. Ale sam nic w tym celu nie robił. W chwili gdy to opowiadał, przejścia z roku l918 były odległe o lat piętnaście i o tysiące kilometrów, a jednak w jego słowach drgało jakby jeszcze echo konsternacji, która sparaliżowała w nim nawet lęk przed pogromem. Pan Szymon siedział teraz przed swym domem w Palestynie, ale jeszcze się dziwił, jeszcze jakby nie był zupełnie pewien przeszłości. Że takie wielkie państwo, taki rząd i taki pewny, spokojny kraj, raptem...
Już zrozumiałem. Co potem mówił eks-kasjer z Podola, to było tylko sprawdzenie rozwiązania jego zagadki.
Przewrót rosyjski stał się przewrotem w życiu Szymona K. nie dlatego, że pozbawił go dwudziestoletnich oszczędności, że przejściami nadwerężył jego siły. Przewrót dokonał w nim czegoś o wiele większego niż proste przekreślenie pewnych rezultatów, umniejszenie jego sił ekonomicznych. Przewrót złamał w Szymonie K. wiarę w pewność czegokolwiek bądź. Jeszcze dziś w Palestynie, w roku 1933, ten człowiek zapytywał siebie i mnie: czy mogło być coś pewniejszego, bezpieczniejszego, trwalszego niż Rosja carska i jej ustrój? Wierzył w nią niegdyś tak samo, jak dziś inni, często rodacy pana Szymona, wierzą w inną Rosję. Widać, że kraj ten ma szczególny przywilej kredytu moralnego wśród ludzi, choć nie można powiedzieć, aby nie zgłaszał od czasu do czasu upadłości.
Wróćmy do Szymona K. Jego niewiara w pewność czegokolwiek bądź może wydać się niezwykle rzadkim objawem; większość ludzi, która niegdyś wierzyła w trwałość rubla, przeszła później do wiary w dolara, zmieniła przedmiot swej wiary, nie zmieniła samej wiary. Szymon K. nadaje się ze swym absolutnym zwątpieniem o jakiejkolwiek pewności do panopticum112 skutków rewolucji.
Dawny Szymon K. nie miał w swej psychice nic ze spekulanta. Czuł się do wszystkich ryzykownych rzeczy zupełnie nieprzydatny. Chciał być pewny, jak najpewniejszy. Obliczył sobie, że sumienna praca w jego zawodzie da wszystko, co mu potrzeba. Wyliczył to sobie z biegłością i niezawodnością swego buchalterskiego fachu. Na przepadłe.
Jeżeli pan Szymon przyjął ową posadę pod Przemyślem, to nie dlatego, żeby wtedy jeszcze wierzył w jakąś pewność. To było tylko nabranie czasu do zupełnego przekształcenia swego życia. W rzędzie ludzi, którzy, po swojemu, wyciągnęli dla siebie najpełniejsze konsekwencje powojennych przemian, pan Szymon winien się upomnieć o jedno z czołowych miejsc. Dokonał zupełnego odwrotu. Z chwilą gdy nie ma rzeczy pewnych, nie ma rzeczy niepewnych. Z chwilą gdy świat należy do ryzykantów, wczorajszych bankrutów, straceńców, trzeba odzyskiwać świat ich śladami.