Paradoksy polityki sowieckiej w Azji wymagają szyfru. Ale jednej rzeczy tłumaczyć za to nie trzeba: że niebezpieczeństwo arabskie, jakie by ono nie było, będzie zawsze niczym w porównaniu z niebezpieczeństwem, jakie przynieść by mogło dla Żydów zwycięstwo Sowietów na Bliskim Wschodzie. Ten moment będzie Palestyny zagładą.

To, co usilnie zwalcza dzieło odbudowy Kraju Izraela, zwalcza i na co dzień, i na przyszłość, to Rosja Sowiecka. W swych rachubach wzięła ona pod uwagę, że lepiej zaskarbić sobie łaski milionów Arabów niż dwustu tysięcy Żydów palestyńskich. Przerachowała się tu ogromnie: Palestynę odbudowują nie tylko ci Żydzi, co w niej już są. Odbudowują ją wszyscy Żydzi świata, odbudowuje kilkanaście milionów. Dla tych mas jest to dzieło największe w dobie obecnej, tak wielkie, jak dla nas niegdyś odzyskanie Niepodległości. Ten, co im staje na przeszkodzie, staje się ich największym wrogiem, choćby nawet nie wiedzieć jak silne były węzły dawnej przyjaźni. Żydostwo było wiernym sprzymierzeńcem wszystkich ruchów rewolucyjnych zeszłego i obecnego wieku. Żydostwo asymilowane stało nieuchronnie po rewolucyjnej stronie barykady. Żydostwo syjonistyczne weszło na teren, gdzie znalazło się pod obstrzałem rewolucyjnej Rosji. I musiało utworzyć przeciw niej front.

Jest to jedna z największych rzeczy, jaką Palestyna wniosła, jest to zapowiedź, początek zmiany całej polityki możnego (jak wykazała historia) narodu. Są to rzeczy brzemienne konsekwencjami nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale wszędzie tam, gdzie są Żydzi. Do niedawna jedyną gwiazdą świecącą nad nędzami getta była czerwona gwiazda komunizmu; gdy wschodziła przy niej inna gwiazda, sześcioramienna, syjońska gwiazda narodowego odrodzenia, nie wiedziano, że schodzi do walki z tamtą o rząd dusz swego narodu i że ta walka będzie olbrzymia. Dziś znajduje się ona jeszcze w swym poczęciu. Ale już dziś przeprowadzili żydostwo na szlaki, którymi nie stąpało od czasów niepamiętnych. Dziełu palestyńskiemu nie grożą noże arabskie, grożą armaty sowieckie.

Zakończenie

Jest mi niesłychanie trudno dać na zakończenie mego reportażu coś, co byłoby niejako syntezą mych wrażeń palestyńskich. Przebrnąłem ten kraj we wszystkich jego kierunkach; rozmawiałem z całą masą ludzi, codziennych ludzi i ludzi wysoko postawionych na świeczniku swych społeczeństw. Doznałem wrażeń bardzo wielu i bardzo silnych. Ale mimo tego wszystkiego to nie jest żadna autorska skromność, gdy stwierdzam, że nie umiem dać na zakończenie mych wrażeń czegoś, co by tych wrażeń było godne.

Społeczeństwu żydowskiemu trudno może było być dalszym niż autor niniejszego reportażu. Pochodzę z ziemiańskiej rodziny kresowej, polskiej, zakordonowej. Prócz handlowych nie ma się wówczas — jak w mieście — żadnych innych z Żydami stosunków. Nawet w najdalszych powinowactwach nie mam nikogo, kto by miał rodzinny kontakt z asymilantami choćby. Jestem głęboko przywiązany do mej religii, w której rola żydostwa nie zawsze była rolą narodu wybranego, wśród której kleru po dziś dzień nastroje antysemickie są silne. Zaczerpnąłem z przeszłości tradycyjnego, wiejskiego domu wiele tradycji szlacheckich, feudalnych może nawet, o których wiedziałem, że są żydostwu obce, jeśli nie wrogie, a które w każdym razie były dla mnie „swoją przeszłością”. To wszystko do żydostwa nie zbliża ani go zrozumieć nie uczy. W dzieciństwie moim ukraińskim widziałem pogromy żydowskie lat 1919. Młodość moja uniwersytecka przypadła na okres, gdy werbunek jesienny do organizacji nacjonalistycznych rozpoczynał się tradycyjnymi napadami tłumu i całych grup na wystraszone, wyszczute jednostki żydowskie. Kto sądzi, że to zwykła krewkość młodzieńcza, bo tak go uspokajały te czy inne gazety, niech sobie najbliższą jesienią, najbliższą werbunkową kompanią przejdzie którymkolwiek z naszych uniwersytetów. Byłem na nich i mimo najpoważniejszych, najuczeńszych zapewnień nie wierzę. Nie wierzę ani w to, by tak rozwiązywano kwestię żydowską w Polsce, ani by to był ów „czyn” zaprawiający młode pokolenie do wielkiej służby Ojczyźnie.

I w pierwszym, i w drugim wypadku stanąłem wobec wielkiego, krwawiącego problemu. Proste uczucie etyczne nie mogło się nie oburzać w tych latach. Najprostszy instynkt państwowy kazał mi sądzić, że rozwiązanie kwestii żydowskiej w Polsce to problem wielki i problem potrzebny, konieczny może. Sądziłem, że przede wszystkim warto się z nim — zapoznać. „Zapoznać się” oznaczało dla mnie i wysłuchanie „tamtej strony”.

Gdy młody Żyd, działacz akademicki, z którym się zbliżyłem, mówił mi o Palestynie, słuchałem z początku z takim sceptycyzmem, z jakim o niej słuchają wszyscy w Polsce. Ale im częściej zdarzała mi się sposobność mówienia z Żydami o Palestynie, tym silniej utrwalało się we mnie przekonanie, że to jest coś więcej, niż my sądzimy, że ta Palestyna, czy Żydzi do niej jadą, czy nie jadą, wysuwa się powoli na plan pierwszy ich myślowego horyzontu. To była rzecz, którą konstatowałem, ale której konsekwencji nie rozumiałem jeszcze. Po paru latach postanowiłem zobaczyć to na własne oczy.

Znaczenie Palestyny dla sprawy żydowskiej, jak mi się zdaje, polega na dwóch rzeczach: na tym, że jest ona terenem emigracyjnym żydostwa i jeżeli tylko uda się przełamać opór Anglii, która bezlitośnie ogranicza imigrację, może tu odegrać dużą rolę. Polega ona dalej na tym, że Palestyna jest dziś duchową stolicą żydostwa, coś jak nasz Kraków przed 1914 rokiem. To, co się tam dzieje, ma rezonans w całym żydostwie rozproszonym na Zachodzie, w Ameryce, w Polsce... I tradycyjna polityka, i psychika żydowska ulegają wpływom tej przemiany, jaka się tam dziś dokonuje. Na nasze stosunki nie jest to bez wpływu. Ten wpływ wydaje mi się dodatni.

Żydom u nas stawialiśmy często zarzut, że popierają komunizm, że komunizm, który dla nas oznacza nie tylko przewrót socjalny, ale jeszcze okrojenie Polski o dwie trzecie jej ziem, oddając Kresy Rosji, Pomorze i Śląsk Niemcom, bo taki jest program partii komunistycznych w Polsce, miał wśród getta gorących szermierzy. Komunizmu jako idei nie da się zmóc policyjnymi środkami; można jej było jedynie przeciwstawić inną ideę. Stało się to bez naszego współudziału, ale jak by nie było, syjonizm jest tym ruchem, który w naszym getcie robi stałe i niezaprzeczalne postępy kosztem komunizmu i zwalczając jednocześnie komunizm. Cały hitleryzm może Żydów niemieckich w okropny sposób niszczy, znęca się nad nimi, tępi, ale komunizm w Rosji po prostu narodową egzystencję jednego z największych ośrodków żydowskich na świecie unicestwił, odciął od reszty, przetapia w tyglu swych narodowościowych poczynań. Sowiety wyrosły na najgroźniejszego wroga żydostwa. Sądzę, że niebezpieczeństwo komunistyczne jest rzeczą zbyt ważną dla naszej przyszłości państwowej, by na ten moment nie zwrócić uwagi.