— E porque hableis frances? Czego mówisz po francusku? — wyrwał się ktoś.
— Bo źle mówię po hiszpańsku, czasem sobie pomagam, ale nie jestem Francuzem, jestem Polakiem.
Widziałem, że mają albo sympatię niezrozumiałą dla Polski, albo antypatię do Francji. Potem okazało się że była to antypatia do Francji, której zarzucano właśnie w tych dniach podwójną grę. Ale tymczasem rozkrochmalili się jakoś:
— Pasa354. —
Mieli tylko trudności z przepuszczeniem mego angielskiego towarzysza. „Inglaterra, Inglaterra”355 — mówili z pewną niechęcią. Wreszcie i to ustało. Uszliśmy kilkanaście kroków. Ulica była tu zupełnie pusta, nowocześnie proletariacka, przedmiejska. Nie Stare Miasto, ale Wola warszawska. Podchodziła nieco ku górze: znajdowaliśmy się już na przedmieściu Carabanchel Bajo. W plebanii rozbitego kościoła była jakaś komenda. Znowu anarchiści. Któryś postanowił nam towarzyszyć. Przeszliśmy jeszcze dwie ulice, bokiem. Dachówki były z domów postrącane, szyb nie było. Domy stały puste i otwarte. Skręciliśmy znowu w jakąś uliczkę, biegnącą tuż między murami. Zawołano na nas: to w górze, na wysokości drugiego piętra, stały w oknie jakieś czaty. Jeszcze anarchiści. Szliśmy dalej. Wreszcie była linia. Stanowiły ją domy, mocno postrzelane, z resztkami mebli najbardziej ubogich i prostych: ludzie, którzy stąd uciekli, nie pozostawili za sobą ani spiżowych popiersi, ani dywanów. Weszliśmy do pokoju, którego górna część była zmieciona pociskiem. Musiało ich tu chyba padać wiele. Jedna ściana zachowała lustro, wielkie i nierozbite. Nachylono je odpowiednio:
— Możecie widzieć tu wszystko — powiedzieli nam z dumą żołnierze. Byli to jeszcze ludzie z FAI. —
„Wszystko” odbijało się rzeczywiście w lustrze. Widać było kawał pola. Jakieś ogrodzenie ogródka, niczym dla kóz, sterczało na pierwszym planie. Nieco dalej stały dwa domy, a potem trzeci. Tak jak u nas, gdzie miasto nie ucina się całkiem, ale odrywa poszczególnymi domami od zwartej całości. Domy były o sto do dwustu metrów. Wiedzieliśmy już.
— Moros? — zapytał Anglik.
— Requetes356 — odpowiedzieli. — Moros mają swoje pozycje tam. —
I znowu końcem karabinu odchylano lustro w odpowiednią stronę. Pozycje Maurów były bardziej na lewo. Nie było ich prawie widać, bo lustro, zastosowane w miejsce peryskopu, nie pozwalało widzieć zbyt wiele.