— Quoi sur les Goya? Paysages, moeurs?381
Przypominam sobie:
— Nie, portrety.
— Nus?
Czy nagie? Owszem. Dwa wspaniałe, nagie382.
Teraz wszyscy notują bardzo pilnie. Tylko Szwedce jeszcze czegoś potrzeba:
— De qui les portraits?383
— Du roi, de la reine, des infants...384
— Oh, nus?385
Trzeba wytłumaczyć jeszcze, że królowie Hiszpanii nie portretowali się nago, że żona Napoleona III nie nazywała się ani Józefina, ani Maria Ludwika386, ale bel et bien387 Eugenia. Przez ten czas jednak nie daje nam spokoju myśl, że Hearst wszystko zobaczy. Trzeba pójść i popatrzeć na pożar, dowiedzieć się, co się uratowało. Schodzimy na Gran Via. Jest ciemna zupełnie noc. Godzina ósma, ale puściuteńko. Ułamki szkła skrzypią pod nogami, a ulica wydaje się jak wielki głęboki jar, jak kanadyjski kanion. Idziemy szybko, szybko. Jacyś milicjanci, jacyś ludzie z tobołami, spóźnieni uciekinierzy z przedmieść. A przedmieścia rzucają łunę, która zaróżawia szczyty tych drapaczy, krawędź kanionu.