I jakby wracając do zagadnień, od których musiał odbiec, dr Maranon ciągnie:

— Tak to więc przyszło. Zabrakło, w obliczu powojennych, ciężarnych zagadnieniami czasów, odpowiednich ludzi. I partie polityczne, i forma ustroju zaczęły się degenerować. Ustrój poszukał oparcia w dyktaturze, a dyktatura zniszczyła to, co zostało — to, co mogło było odżyć — z dawnych partii politycznych, z podstawy régime’u parlamentarnego. Gdy dyktatura stała się nie do utrzymania, monarchia miała już drogi powrotu przecięte. Starała się je odzyskać, było za późno. I oto jakeśmy w Hiszpanii doszli do republiki.

— Czy może mi pan teraz opowiedzieć, jak, zdaniem pana, doszliście w Hiszpanii do obecnego stanu rzeczy?

Dla mego rozmówcy określenie „obecny stan rzeczy w Hiszpanii” jest najwidoczniej tragiczne. Niewątpliwie pytanie to stawiał już sobie nie raz jeden, najniewątpliwiej boli go do żywego. Odpowiada powoli, zrazu jakby sennie, tak jak gdyby ów wielki lekarz, jakim jest przecie z zawodu ten człowiek, analizował przyczyny choroby bardzo ciężkiej, bardzo skomplikowanej.

— Moim zdaniem, rewolucja nie ogarnia krajów najbardziej potrzebujących reform i najbardziej zacofanych. Było wiele krajów zacofanych i potrzebujących reform, przechodzących przez całe okresy kryzysów nie mniej głębokich niż Hiszpania, a jednak kraje te nie stoczyły się w otchłań rewolucji i na ominięciu jej bynajmniej nie straciły. Rewolucja staje się koniecznością dopiero wówczas — i tak było u nas — gdy kierującym brak zrozumienia dla doniosłości, dla skutków ich własnych czynów, gdy uczucie nienawiści, zemsty czy ambicji osobistej każe im stracić miarę, gdy rządzącym brak politycznej zręczności.

— Nie sądzi pan, że postępowanie prawicy mogło sprowokować rewolucję? Że kilka zamachów terrorystycznych mogło sprowokować w odwecie terror czerwony?

— Nie trzeba przesadzać — odpowiada dr Maranon. — Większość prawicy pogodziła się szybko z republiką. Nieliczny udział, jaki w kilkanaście miesięcy po jej nastaniu wzięli oni w ówczesnym puczu generała Sanjurjo, był tego najlepszym dowodem. Republika żyła, krzepiła się, zwyciężała przeszkody, modernizowała kraj. To przeciwnie, skrajność czerwonych się srożyła: Azana popełnił ogromny błąd, idąc do wyborów z żywiołami skrajnymi, umożliwiając im dostęp do władzy.

— Mówił mi pan — przerywa sobie w tej chwili mój rozmówca — o winie, że do tego doszło. Wina, winy — one są po obu stronach. Ale na tym nie wolno poprzestać: że wszyscy popełnili winy, to jeszcze wcale nie oznacza, i ja przynajmniej tego nie powiem — dr Maranon mówi te słowa z niezwykłą siłą, niemal podniesionym już głosem — że wina ta podzielona jest na równe części, że obciąża w tej samej mierze lewicę, co prawicę. O, nie! Pragnę stwierdzić to głośno, że wina za ów stan rzeczy, do jakiego doszliśmy dziś w Hiszpanii, spada głównie (principalement) na czerwonych. Pyta się mnie pan jak? Dobrze, zaraz panu odpowiem. Trzy wydarzenia bezpośrednio prowadziły do rewolucji, trzy wydarzenia ją sprowadziły.

Dr Maranon wylicza:

— Przede wszystkim więc rewolucja w Asturii584. W chwili gdy prawicowo-centrowy gabinet parlamentarny Lerroux – Gil-Robles obejmuje władzę legalnie, najzupełniej legalnie, w oparciu na większości parlamentarnej, czerwoni wychodzą z ram legalności, organizują wybuch rewolucyjny. Wybuch zawodzi w reszcie kraju, zakorzenia się za to tym silniej i tym krwawiej w Asturii. Otóż czerwoni pierwsi dokonali wielkiego zamachu na legalność. To oni jako stronnictwo polityczne dali przykład tak powszechny i w tak wielkiej skali niesłuchania legalnej władzy.