Drugim wydarzeniem tego samego typu było usunięcie z prezydentury Alcali Zamory. Był to akt antykonstytucyjny. Tak — ciągnie dr Maranon dalej wobec moich wątpliwości — antykonstytucyjny. Na domiar złego pozbawiono się na tym stanowisku człowieka, który sprawy widział jasno, był słuchany, dał dowód dużej zręczności politycznej w sytuacjach trudnych.

Wreszcie przychodzi zamordowanie Calva Sotelo. Byłem zawsze jego przeciwnikiem, wrogiem politycznym. Nie podzielałem jego poglądów. Ale był to człowiek wysokich uzdolnień, a przede wszystkim człowiek lojalny, umiarkowany, szanowany przez tych wszystkich jego przeciwników, qui n’étaient pas des brutes585. Ów człowiek, leader polityczny opozycji, został porwany z własnego domu, spośród swej rodziny, w nocy, przez oddział policji, tak, w mundurach — podle zamordowany. Niech pan wyobrazi sobie podobny czyn w jakimkolwiek innym kraju. Niech pan przypuści, że w Anglii, że we Francji, że w Polsce, ludzie w mundurze policyjnym, operujący nakazem policyjnym, porywają szefa opozycji, opozycji legalnej, parlamentarnej, i mordują go. Czy mógłby pan wówczas jeszcze utrzymywać, że rząd, który tego dokonał, régime, który takie rzeczy umożliwia, nie wyszedł sam z ram legalności? Czy w Anglii, Francji lub Polsce byłoby to możliwe? A gdyby coś takiego było tam możliwe, czy można by potem jeszcze odważyć się mówić o legalności prawowitej władzy?

Dr. Maranon hamuje się najwidoczniej, mówiąc to wszystko, i ciągnie dalej.

— To jeszcze nie koniec. Czynu tego dopuścili się trzej oficerowie policji. Wszyscy wiedzieli o tym, znali nazwiska. Nikt ich nie aresztował. Ostentacyjnie pokazywali się w kawiarniach i nazajutrz wszędzie. Cały Madryt wiedział, że rzecz była przygotowana w kołach urzędowych (préparé dans les milieux officiels). Niezawodnie, w każdym kraju politycznie wzburzonym trafiają się zajścia, w czasie których giną militanci, bojówkarze jednego i drugiego obozu. Ale zamach na szefa wielkich partii, partii opozycyjnych, zamach zorganizowany jawnie przez policję, posługujący się autorytetem państwa — o, nie! to się nie zdarza.

— Nazajutrz po zbrodni — mówi dr Maranon — mimo że byłem przez całe życie przeciwnikiem prawicy, że byłem daleki od poglądów Calva Sotelo, ministra za dyktatury, napisałem list do mego wielkiego przyjaciela, dawnego przyjaciela, Marcelina Domingo586, leadera — jeszcze wówczas — Frontu Ludowego. Oświadczyłem mu, że wszystkie węzły przeszłości i wspólnoty idei, jakie mogły mnie łączyć ze sprawą i régimem takim jak ten, są zerwane. Oświadczyłem im to. I wielu ludzi z lewicy, starych wrogów monarchii, wrogów dyktatury, walczących przez lata całe o odnowę Hiszpanii, myślało wówczas, jak ja myślałem. Czyż można przypuścić, że taki Unamuno został wtedy „kupiony”, jak to oni przez długi czas starali się w swych gazetach wmawiać ludziom z daleka, ludziom łatwowiernym, o słabym rozumie?

*

Następuje przerwa, zapada chwila milczenia, którego nie próbuję przerwać. Dr Maranon zaczyna jednak opowiadać niezapytany, od siebie, jak to przeniósł587. Ten człowiek, mówiąc mi o tym, nie wyżywa się, nie lubuje w tych zwierzeniach, przychodzą mu one z trudnością, cierpi. Mówi, jakby rozumiejąc, że jego świadectwo ma swoje historyczne znaczenie dla tych wydarzeń, mówi jak człowiek, który w swoim mieszkaniu lekarza widział niegdyś narodziny tej republiki.

— Napisałem do Marcelina Domingo. Należał do tych spośród nas, starej lewicy hiszpańskiej, którzy podczas wyborów poszli ze skrajnymi, z socjalrewolucjonistami, z anarchistami. Czerwone żywioły skrajne u nas to produkt złych warunków społecznych, niewątpliwie. Staraliśmy się ich zawsze nie dopuścić do wpływania w jakikolwiek sposób na losy kraju. Ileż to razy swymi zamachami, walkami pistolerosów i dynamitardów ci biedni, nieszczęśni ludzie hamowali postęp kraju! O, trzeba było pamiętać o ich istnieniu, starać się drogą reform społecznych drenować nędzę mas, wyrwać masy spod ich wpływu, usunąć z biegiem czasu warunki, na których taki ekstremizm, szkodliwy dla postępu, mógł wyróść. Pozwolić im rządzić — byłoby błędem. Połączenie rozsądnych stronnictw lewicowych z tymi ciemnymi odruchami było wadliwą kombinacją. Nazajutrz po zamordowaniu Calva Sotelo Marcelino Domingo był jeszcze leaderem lewicy. Dziś, jak ja, jest na wygnaniu. A Madryt jest poddany terrorowi, który przekracza wszystko, co można sobie wyobrazić.

Mówię tu o krwawych represjach, także i po stronie powstańców. Ale dr Maranon odpowiada:

— Myli się pan pod tym względem, i mylą się wszyscy, którzy porównywają stan rzeczy po obu stronach. Nie ma porównania, jeśli chodzi o całe masy ludzi najzupełniej niewinnych, rozstrzelanych w warunkach, w których nieprawidłowości procedury w procesie Ferrera były niczym. Czy masy? Wie pan, ilu ludzi rozstrzelano dotąd w jednym Madrycie? 36 000. Tak, trzydzieści sześć tysięcy osób, rozstrzelanych po największej części bez żadnego sądu, nie mówiąc już o trybunałach „ludowych”. Trzydzieści sześć tysięcy osób. Jestem lekarzem: prowadziłem szpitale. Przez moje ręce podczas tych tragicznych miesięcy wszystko to przeszło. I mówię to panu jako lekarz. Lekarz w takich razach nie kłamie. To były proskrypcje588, hekatomby, bez motywu, bez sądu. Nawet bez sądu czeki rosyjskiej. To była rzeź.