Będziecież wy jak węże stać i słuchać?
Będziecież wy jak morska czekać fala...676
Nie pamiętałem tego już więcej, musiałem dopowiadać. Urkiaga’tar rozumiał doskonale. Nie wiem, czyby nie rzucił jeszcze białej Antygony dla Lilli Wenedy. To było właśnie dla nich. Stary dramat Słowackiego, czytany dziś przez nas w obowiązkowej lekturze szkolnej, ze wstępem, przypiskami, komentarzem i nudzeniem, tutaj wyskakiwał z szyn. Stawał się znowu, bardziej niż kiedykolwiek był u nas, orężem walki. Podobno takim orężem jest dla naszych Ukraińców Konrad Wallenrod, zapomniana lektura. Dla Basków mógłby być takim druidyczny dramat Słowackiego. To nie Gopło, ale Guernika; to nie pochód Lechitów, ale Kastylian wchodzi żywy w owe strofy. To ta walka, toczona w szczęku mitraliez i łoskocie idących po szosie tanków, wtłoczy się w maski dramatu Wenedów, wstępuje na koturny prawdziwego patosu. To ona dziś podejmie odłożony do lamusa oręż innego narodu. Przekładając tych kilka strof żołnierzowi, który je zapisał, a za kilka dni na nowo, ze swym nieskończonym przekładem z Sofoklesa, ruszał na linię bojową, miałem po raz pierwszy krępujące wrażenie, że w tej walce przestaję być neutralny. Że staję się jakby kombatantem677.
O rezultaty
W małym porcie rybackim Bermeo, przetłoczonym uchodźcami, czekamy na statek wojenny angielski. Czekaliśmy już wczoraj na francuski. Nie przyszedł. Czeka z nami młodziutka para, słynna dziś w Anglii i poza Anglią. Jest to miss Jessica Midford i Esmond Romilly, narzeczeni, z których pełnoletnością jest bardzo krucho. Ona jest córką Lorda Rochedale, on siostrzeńcem Winstona Churchilla, byłego ministra Wielkiej Brytanii, przywódcy konserwatystów. Ród Churchillów należy do najpierwszej rodowej arystokracji angielskiej, od trzech wieków dostarcza Albionowi mężów stanu i wodzów. Teraz mały Romilly walczył po stronie czerwonych i robi dla nich propagandę. Narzeczona, ku niemałemu skandalowi rodziny, przyjechała za nim. Zwiedzaliśmy nieco razem. Romilly był miłym szczeniakiem, który dziesiątki razy zapominał w Madrycie swój karabin, a specjalnie kochał anarchistów. — Wreszcie wynurza się ogromny statek stalowy HMS „Echo” i po formalnościach jesteśmy na pokładzie. Kapitan zaprasza nas, wraz z młodą parą, na lunch. Jest to wysoki, barczysty Anglik, powściągliwy i spokojny. Romilly pokazuje mu odznaki anarchistyczne, opowiada z zapałem półdziecka. Kapitan nie przeczy. Nawet potakuje jakby. Ale wydaje mi się, że te słowa, które wymawiają obaj, każdy rozumie inaczej. Romilly mówi „faszyzm” z takim obrzydzeniem, jakby był synem górnika z Ronda678, kapitan mówi „faszyzm”, ale myśli: Włochy. Romilly mówi „rewolucja hiszpańska” i poczyna mówić o rosyjskiej. Kapitan mówi „rewolucja hiszpańska” i mówi o ostatniej wojnie karlistowskiej. Wielki, stalowy kolos dźwignął się z miejsca i pruje wody. Jest śliczne słońce i rześki wiatr. Piękny dzień wiosny w Biskai. Górzyste brzegi Euskadi przesuwają się wkoło nas, wiatr dmie w brezentowe płachty pokładu, pod którymi drzemią miny i armaty. Kapitan mówi i Romilly mówi. Używają słów tych samych, a sensy inne. Ale kierunek tych słów jest właściwie także ten sam: ten młodzieniec z angielskiego „Buntu Młodych” nie chce w Hiszpanii faszyzmu, ten kapitan His Majesty Ship „Echo” nie chce w Hiszpanii Włoch. Ale to jest, konkretnie, to samo. Kapitan, oburzając się na terror Moli, wspomina Zumalcarreguę, wodza karlistów sprzed wieku; Romilly, mówiąc o tymże Moli, wymawia zabawnie nazwisko „Denikin”679. Tylko że znowu kierunek tych myśli jest ten sam. Przede mną dwie burty jednego i tego samego statku wojennego zlewają się w końcu w jeden rozwleczony nurt. W Anglii dwa pokolenia mówią inaczej, ale w praktyce wychodzi to na jedno. W Polsce dwa pokolenia mówią językiem identycznym, ale sens ich myśli nie zbiega się w ten sam szlak wojennego okrętu. Antyrosyjskie Legiony Piłsudskiego i Legion Młodych680 pupilów Jędrzejewicza to nie było to samo. Wstęga gór i zatok roztacza się wzdłuż drogi okrętu, od wschodu poczynają majaczyć miękkie brzegi gaskońskie. Myślę, kto tu jednak ma rację: Romilly, który mówiąc „Hiszpania”, widzi za nią cień Rosji, faszyzm, wiek XX, czy ten małomówny kapitan najpierwszej marynarki świata, który myśli o wojnach karlistów, Zumalcarreguim i XIX wieku?
Hiszpania jest wciąż przed nami, obecna, niedaleka, będąca już jednak poza nami. Mamy oczy naraz nad Bilbao i nad San Sebastian. Takie to wszystko, choć niby oddalone, bliskie. „Echo” przesuwa się, prąc wody, rozrywając ich nurt. Nad statkiem trzepoce brytyjska flaga wojenna. Jeszcze jedna flaga obca nachylona nad hiszpańską walką. Czegóż chcą ci jeszcze? Leży rozłożony plik gazet londyńskich. Jest dziwny akcent radości. — „Walka trwa dalej” — mówi pismo. — Czyja walka? Białych, czerwonych? Nie: Hiszpanii. Co jeszcze jest w gazetach, nieczytanych od dawna? Oto madrycki korespondent pisma — pisma angielskie miały po każdej stronie korespondenta — donosi, że rekonstrukcja gabinetu jest znowuż aktualna; tym razem następcą Larga Caballero ma zostać nie Prieto, ale generał Miaja, obrońca Madrytu. Cóż piszą z Burgos? W Burgos także zmiany; mówi się o ustąpieniu generała Franco; jest przemęczony wojną. Jego miejsce ma objąć „pewien” generał, cieszący się zaufaniem sfer tradycjonalistycznych. To znaczy Mola. — Cóż mówi inne pismo? Że wynurza się nowa możliwość rozmów porozumiewawczych obu stron, możliwość zawieszenia broni, pokoju...
Romilly coś dowodzi z przekonaniem kapitanowi. Kapitan słucha uważnie i spokojnie. Oficerowie pokazują nam punkciki nieco na zachód, na morzu. To statki wojenne francuskie. W porcie St. Jean de Luz stoi sowiecki okręt. Baskijska Hiszpania, górzysta, płowa i zielona, wznosi się nad morzem panoramą wciąż bliską. Co robią ci wszyscy obcy? Czego chcą jedni i drudzy, i trzeci? Ci trzeci, neutralni? Tak różnie o tym mówiono i myślano. A jednak powoli, poprzez fakty, wszystko zaczyna stawać się jasne, wyrazistsze. Prawie jak te góry wybrzeża, wzdłuż których przesuwa się nasz pancernik.
1) Rosyjska interwencja
Pisano o niej bardzo wiele, widziano w niej i początek akcji zapirenejskiej, i idealizm, i potęgę. Obawiam się, że to, co po tym wszystkim powiem, będzie wzięte co najmniej za chęć paradoksowania, choć będzie bardzo stare. Pomoc rosyjska, o której wszędzie tyle pisano, która militarnie odegrała swoją rolę, była czymś zupełnie odmiennym od naszych wyobrażeń. Nie było w niej nic z dawnej akcji Sowietów w Chinach, w wojnie grecko-tureckiej nawet. Nie tylko dlatego, że jeszcze parę lat temu wielka polityka Kominternu zaniedbywała Hiszpanię, że w 1930 Manuilski681 mógł oświadczać, że „najmniejszy strajk w Niemczech ma dla nas większe znaczenie niż wszystko, co się dzieje w Hiszpanii” — a był to, ni mniej ni więcej, początek obecnych wydarzeń. Zresztą przeczytajcie tu ciekawe świadectwo Gide’a682 o reakcji na wypadki hiszpańskie w ZSRR. Temu lat dziesięć Rosja chwyciłaby się jeszcze tej wojny oburącz. Teraz weszła w nią mechanizmem bezwładu, ciążenia ku utartemu torowi, nawykiem tradycji. Wojny tureckie Aleksandra II683 były takim samym wpadnięciem w wielkie tory Piotra Wielkiego i Katarzyny684, a jednak były czymś zgoła mniejszym od tamtych. Dla Rosji sowieckiej cała walka hiszpańska miała znaczenie jako odciągnięcie uwagi Niemiec od Wschodu. Jej przedłużenie oznacza dla niej przedłużenie tej pieredyszki685. Cóż tu wiele mówić! Ani jeden tank i karabin rosyjski nie dostały się Hiszpanii czerwonej inaczej niż za złoto w złocie. Nie było inaczej z żywnością, nie było inaczej z towarami. Jeśli sprzyjanie komuś polega na interesach handlowych, to obawiam się, że niejedno z „państw faszystowskich” okazało Walencji nie mniejszą sympatię. Nie szedł zresztą materiał nowy. Było tak z pociskami, których daty odlewu były wyryte na każdej gilzie, było tak z tankami: opowiadał mi tankista rosyjski, że Rosja posiada już nowy typ tanku z motorem Diesla, niemożliwym do podpalenia, ale nie chciała ich wysłać do Hiszpanii. Kto wie, ile tanków spłonęło od benzyny Maurów, ten zrozumie, jak bardzo zaważyła na szali owa bratnia pomoc zleżałym towarem.
Wcale nie leży w moich zamiarach cieszenie się z tego stanu rzeczy czy pomstowania na obecnych władców Kremla, jak to robią trockiści. Stwierdźmy. Dlaczego to robili? Trudno na to odpowiedzieć. Może ktoś mniej sceptyczny wytłumaczy to nieskalanym pacyfizmem kraju radzieckiego. Może Rosja nie chce żadnej zawieruchy wojennej, bo wtedy wojskowi wzięliby górę nad partyjnymi, naczelny wódz nad generalnym sekretarzem partii, sztab generalny nad Kremlem, może dlatego cofa się tu, jak wycofała się z Chin, jak ustąpiła dalekowschodnie szlaki kolejowe Japonii, jak pozwoliła jej podejść pod bok Syberii. Może dlatego jeszcze, że ruchliwa rola trockistów w tym kraju wiecznej frondy ją zastanawia686, że woli nie mieć Hiszpanii czerwonej niż mieć ją trockistowską, że nie można by już z Moskwy rządzić Półwyspem Iberyjskim z łatwością, z jaką rządzi się Krymem. Może dlatego, że wyrosłaby konkurencja, inny raj komunistyczny, z innymi prorokami, że religia marksowska miałaby zbyt wcześnie swój Rzym i swoje Bizancjum. Hiszpanie to naród nie mniej pryncypalistyczny, doktrynalny, sekciarski niż Rosjanie. Komuś się to rzeczy wydadzą błahe, dalekie od realności politycznych: to w Polsce walki ideowe były zwykle tylko muślinowym terenem walk personalnych. W Rosji personalne spory musiano zawsze opancerzyć w brokat, futro, szuby, czapki monomasze687, owinąć watą doktryny. O, nie! W Rosji spory doktrynerskie nie są przybudówką czy nadbudówką: wchodzą głęboko w życie polityczne, wżerają się silnie w ciało narodu. Stalin mógł się bać tej schizmy i konkurencji zbyt dalekiej, by ją poskramiać. Wolał uniknąć jej powstania, a w każdym razie, jeśli na tej walce skorzystać chce, to przecież nie wysila się zbytnio, by jej wynik przesądzić. Być może, że zamieniając Hiszpanię w drugą cytadelę socjalizmu, spełniłby słynną przepowiednię Lenina688. Ale życie wielkiego Gruzina płynie nad rzeką Moskwą, w grubych murach Iwanowskiego Kremla, w cieniu ostatka bizantyjskich kopuł Białokamiennej. Ten człowiek musi znać i inną, bardziej dziś zapomnianą przepowiednię Hercena689: Moskwa będzie trzecim Rzymem, a czwartego już nie będzie. — Stalin jest cezarem tego trzeciego Rzymu, jest człowiekiem Moskwy. Chce na Moskwie zakończyć pochód dziejów. Ten człowiek nie stworzy czwartego Rzymu. —