Schodzę tak sama i bez przyjaciela.673
*
Przekład był doprowadzony prawie do połowy, przebrnięte były najcięższe miejsca. Poeta był rad. Jest to złe określenie. Wydawał się spokojny. Dziwnym trafem, los córki Kreona jakby kojarzył się z losem tego narodu, bez radości i bez wolności, wtrącanego brutalnie w nową przepaść. Salwy plutonów egzekucyjnych likwidowały jego myśl religijną, społeczną, artystyczną. Nie zaznawszy rozkoszy wesela, u pierwszych kroków rozbudzenia narodowego widział, jak wszystkie jego bujniejsze, śmielsze pędy, z pnia starego puszczane wiosną, obcinał swym ostrzem kastylski sekator.
Reinkarnacja baskijska Antygony przychodziła dziwnie w czas. Łódź swej literatury spychał istotnie tłumacz na toń dla nas martwą i obcą, dla przeszłości tego narodu najbardziej może swoją. Mendiguren i Aguirre trudzili się nad aprowizacją, nad ocembrowaniem pozycji wałami betonu, sądzili, że jeśli uda im się wytrwać w walce, przyjdzie jakaś interwencja europejska. Byli Prądzyńskimi i Skrzyneckimi674 Euskadi. Poeta nie miał tych złudzeń. Wiedział, że walka staje się coraz bardziej beznadziejna, że cała jej wartość skupi się w tym, iż nawet jako klęska rozbudzi tym silniej poczucie odrębności narodowej. Wiedział jeszcze, że może jak tamtych sześciu paść na froncie. I właśnie cały swój urlop liniowy spędził nad Antygoną. Pracował z pośpiechem. Pisał na kartkach małych, starannie numerowanych; zupełnie tak, jakby się bał, że praca urwie mu się naraz, żeby potem kolega z pułku mógł je łatwo uporządkować, jeśli autora zabraknie. Wysilił się, żeby pozostawić coś, jakieś dzieło zaczęte, drogą wskazaną, na którą pójdzie literatura niepodległościowa Basków. Gdy przestał czytać swe strofy, spytał, czy nie ma w literaturze polskiej rzeczy, która by się mogła im przydać. Literatura polska interesowała go właśnie jako oręż walki niepodległościowej. Może Sienkiewicz? Przejrzałem szybko Sienkiewicza. Krzyżacy, tak, mogliby być dla nich Krzyżacy, może Latarnik — tyle jest Basków za oceanem, nawet mowa w tej noweli o wojnach karlistowskich. Jednak nie Sienkiewicz. Przebiegłem myślą, ile mogłem, literatury polskiej i znalazłem wreszcie jedną rzecz, którą chciano rozświetlić przedhistoryczne dzieje Polski, a która dziwnie „nie trzyma się” kraju nad Gopłem, za to jeszcze dziwniej mogła przylgnąć, niczym Antygona grecka, do archaicznych i obecnych dziejów Euskadi. Walka Lechitów i Wenedów, najazd, opór. Chór jak w teatrze Sofoklesa, jak w teatrze pastorałek i żałosnych panichid675 baskijskich. Zacząłem na kastylski tłumaczyć Baskowi wolno, jak je tylko pamiętałem, strofy:
O! święta ziemio polska! arko ludu!
Jak zajrzeć tylko myślą, krew się lała.
W przeszłości słychać dźwięk tej harfy cudu,
Co wężom dała łzy i serce dała!
Słuchajcież wy! gdy ognie zaczną buchać,
Jeżeli harfy jęk przyleci z dala,