— «Życie drogie», «co zrobić?», «nic nie kapnie z nieba».

Tuliła się do paki z węglem i kostniała —

rano myła nocniki i klozet, bo trzeba «zarobić na ten kącik i kawałek chleba».

Szła do miasta w momencie, gdy z getta trójkami wojskowymi w szeregu człapali cywile.

Więc chytrze się przemknąwszy między szeregami wpada między stragany, wozy i badyle.

Drogo nieraz okupić trzeba takie chwile.

Miała pięć lat (mniej więcej) zawszona, cuchnąca —

pukała lekko, ledwo — do drzwi cudzych matek —

Z głodu osłabła, z zimna i ze strachu drżąca stłumionym szeptem prosiła o datek:

«kawałek chleba», «szklankę herbaty» lub «szmatek».