— Można by poświęcić jeszcze jeden nabój, ale nie warto.
Podszedł do brzegu i puścił w dół snop światła z reflektora. Zgubiło się we mgle.
— Co to jest, u licha?
— Strumień lawy? — zaproponował ostrożnie Rainer. — Miałem wrażenie, że to płynie.
— Temperatura jest za niska.
— Może jakiś kanał?
— Kanały na Wenerze?
— Do dna nie ma więcej niż trzydzieści metrów — wtrąciłem.
— Takie światło ogromnie utrudnia ocenę. No cóż, musimy przecież zejść. Proszę za mną.
Arseniew pierwszy zsunął się po krawędzi. W milczeniu zstępowaliśmy w dół, zrazu twarzą do zbocza, potem od wróciliśmy się i ruszyliśmy szybciej. Przez skałę, podobni do bazaltu, biegły grzędy o ostrych krawędziach. Nagle Soł tyk zawołał: