— To nie ma celu — powiedziałem. — Nigdzie nie odszedł, tu jest ślad ćwieka na kamieniu.
Pochyliwszy się Sołtyk oglądał skałę. Po błyszczącej powierzchni szła ukośna, biaława rysa. Nic więcej.
— Stanął silniej — wyjaśniłem — i zarysował kamień. Inaczej nie mogło być.
— Więc gdzież się podział?!
Widziałem, że Sołtyk jest w pasji. Wzruszyłem ramionami. Lao — Czu stał wyżej na głazie. Nie odrywając lornety od okienka hełmu spytał:
— Który z was niósł naświetlone filmy?
— Ja.
— Ma je pan w plecaku?
— Tak.
— A czy wyjęliście film z dziesiątego aparatu?