Obiegłem ją dokoła. Była tak wielka jak Biała Kula, zupełnie gładka, bez śladu szczelin czy otworów. To, że miałem za sobą pustkę, uspokoiło mnie. Przypuszczałem, że znajduje się tam otwór, którym będę mógł wyjść. Ale kiedy poszedłem tam, w tę ciemność, kula, którą zostawiłem za plecami, zaczęła się zmieniać; rozciągnęła się w górę i na boki, rozwinęła i nagle nakryła mnie, tak że znowu stałem w jej wnętrzu. Zacząłem biegać we wszystkie strony. Ilekroć biegłem do środka, ściany rozwierały się przede mną, płaszczyły, a w końcu zwijały w przeciwną stronę i dobiegałem do wypukłej kuli, leżącej przede mną, otoczonej zupełną ciemnością. Gdy wchodziłem w tę ciemność, kula za plecami rozwijała się, najpierw płaszczyła, potem klęsła i ogarniała mnie ze wszech stron. Myślałem, że to jakiś mechanizm, ale mechanizm nie mógłby przecież działać w taki sposób. Próbowałem wydostać się kilkoma nagłymi skokami, rzucałem się w prawo i w lewo, na wprost, ale zawsze dopadałem gładkiej ściany.

Jest to zbyt straszne, aby się dało opisać. Zupełnie czarna, nieprzenikniona ciemność. W środku — kula, która raz zamykała mnie w sobie, to znowu wyrzucała, raz byłem na zewnętrz niej, raz wewnątrz, choć nie miała ani śladu otworu. Gdziekolwiek szedłem, napotykałem gładką ścianę. Te wielkie, białe płaszczyzny ruszały się w oczach, zakręcały, zwijały, to znowu jakby wypluwały mnie z siebie, i tak ciągle. Nie wiem, jak długo to trwało. Chyba godzinę. Po jakimś czasie zaczęło się robić gorąco. Grunt pod nogami parzył. Miałem wrażenie, że hełm rozgrzewa się do czerwoności, coraz ciężej było oddychać, powietrze w skafandrze paliło jak ogień, aparat chłodzący nic nie pomagał, dusiłem się. Upadłem, zdaje się, że uderzyłem się w głowę. Nie wiem, co było dalej…

Oswaticz opuścił się trochę na posłaniu.

— To wszystko. Nic z tego nie rozumiem. Nie ma w tym śladu sensu.

— Nie wydaje mi się — rzekł Arseniew.

— Sądzi pan, że miałem halucynację?

— Bynajmniej. Co się tyczy „bezsensowności” otoczenia, to mogłaby to samo powiedzieć mrówka, która wpadła do wnętrza maszyny do pisania. Świat nie kręci się wokół nas. Zupełnie przypadkowo dostaliśmy się w pole działania obcych nam sił.

— Chociaż nie wiemy jeszcze wszystkiego — rzekł Lao — Czu — przygoda naszego towarzysza jest jasna. Mogę odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób działo się to czy tamto. Niepokoi mnie tylko, że nie potrafię odpowiedzieć na pytanie: w jakim celu się to dzieje?

— Może pan wyjaśnić, jak wszedłem do wnętrza zamkniętej kuli?

— Tak……