— Pozwól mi pan skończyć. My na Ziemi stosujemy rakiety napędzane energią atomową. Jest możliwe, że mieszkańcy Wenus po katastrofie, jaka spotkała ich pocisk wysłany na Ziemię, woleli użyć innej metody: postanowili zwalczać grawitację właśnie za pomocą grawitacji!
— W jaki sposób?
— Wyjaśnienia zaprowadziłyby nas zbyt daleko. Dość, że chodziło o coś, co można obrazowo nazwać „wywierceniem dziury” w polu ciążenia, jakie otacza planetę. Wiecie, że nabój elektryczny można zobojętnić drugim nabojem o przeciwnym znaku?
— Oczywiście.
— A więc oni usuwają lokalnie siłę przyciągania planety za pomocą sztucznie wytworzonej grawitacji, zwróconej w przeciwnym kierunku! Dzięki temu minimalna siła napędowa starczy do wystartowania w podróż międzyplanetarną.
— No widzi pan… — rzekł Oswaticz, a ja dodałem:
— A więc Biała Kula miała cel, i to zupełnie jednoznaczny, dlaczegóż więc profesor Czandrasekar mówił, że…
— Może kiedyś i miała cel — powiedział matematyk, niezmiernie dobitnie akcentując wypowiadane słowa — lecz teraz go już nie ma.
— Ależ dlaczego, na miły Bóg?!
— Mogę zrozumieć automat, który przestawia zwrotnice i porusza semafory przed nadchodzącymi pociągami — rzekł Czandrasekar, uważnie patrząc na mnie ciemnymi oczami — ale nie rozumiem automatu, który otwiera drogę przed nikim i niczym…