— Co?… jak to rozumieć?
— Najprościej. Kula co jakiś czas stwarza pole grawitacyjne, które niweczy przyciąganie planety… i nic więcej. Nie służy to niczemu. Zupełnie niczemu. Nie ma żadnych pocisków międzyplanetarnych ani najmniejszego śladu, który by wskazywał, że ktoś zamierza je wysłać… jest po prostu potężna wyrzutnia, która co jakiś czas z potwornym nakładem energii otwiera przestrzeń i nie wyrzuca… nic!
— To nie jest takie proste — powiedział Oswaticz. Ze zmarszczonym czołem i ustami zaciętymi w ostrą linię wpatrywał się nie widzącymi oczami w przestrzeń.
— To nie jest proste. Zgoda — powiedział Czandrasekar z lekkim westchnieniem.
— Zastanawiałem się nad rozmaitymi możliwościami. A może wy coś o tym powiecie?
— Możliwe, że pocisk albo pociski zostały już wysłane… i teraz Biała Kula pracuje czekając na ich powrót — zauważył Oswaticz. — Może łatwiej jest utrzymywać ją w ciągłej akcji, aniżeli uruchamiać tylko wtedy, gdy rzeczywiście odlatuje czy przylatuje jakiś statek…
Czandrasekar skinął głową.
— Myśleliśmy o tym, ale przypuszczenie to upada w ogniu analizy fizyko — matematycznej. Białą Kulę można bez trudu uruchomić dosłownie w ciągu kilku sekund i marnotrawstwo energii, z jaką ona teraz pracuje, jest zdumiewające u tak świetnych konstruktorów jak mieszkańcy planety… boć to nie byle co: zbudować machinę, która, lekko licząc, posiada dzielność około stu miliardów kilowatów!
— Może to są próby… — podsunąłem.
— Próby!