To powiedział Arseniew. Wstał opierając się pięściami o stół.
— To mają być próby?! Próby, które trwają od miesięcy? Bo przecież tyle czasu upłynęło od momentu, kiedyśmy tu przybyli, a Kula działa wciąż tak samo. To miałyby być próby? Nie wierzę. Poza przesłankami czysto rozumowymi mam swój instynkt fizyka i matematyka. Kiedy patrzą na wykresy działania Białej Kuli, wszystko się we mnie burzy. Te przypływy i odpływy, to leniwe rozlewanie się prądów, te nagłe skoki i ucieczki natężenia, co to wszystko znaczy?
Uderzył w rozłożone papiery.
— Siedziałem nad tym przez trzy godziny. To jest jakieś nieskładne, niedorzeczne, pijane. Po prostu pijane, rozumiecie?! Zresztą… Co oznacza rozerwana rura w wąwozie? A ów krater? To też miałyby być ślady „prób”?
Machnął ręką i usiadł.
— Jest jeszcze jedno… Może to trzeba wziąć pod uwagę… — powiedział Oswaticz. Mówił bardzo cicho, jakby niepewny, czy to, co myśli, jest już gotowe do wypowiedzenia.
— Chodzi mi o plazmę Czarnej Rzeki. Czy nie jest możliwe, że to… ona wszystko stworzyła i uległa potem degeneracji, jakiemuś zwyrodnieniu…
— Ach, pan myśli, że ta plazma jest jedynym mieszkańcem planety?! — wykrzyknąłem. Ten obraz poraził mnie swoją niezwykłością. Głęboko pod powierzchnią gruntu płynie mętna, śliska galareta, ciało oddychające i żywe. Drąży kontynenty, otwiera się na powierzchni, przebija góry. Cała planeta jest dla niej łożem. Nieruchoma sieć kanałów i rur, wypełniona dyszącą, lepką materią, tworzy stacje pojazdów kosmicznych i żywe rzeki…
Lao — Czu pochylił się nad stołem.
— Nie jest to, ma się rozumieć, ostateczne rozstrzygnięcie kwestii, ale plazma, jak sądzę, nie jest „kimś”, ale służy „komuś”. To znaczy, że jest ona czymś w rodzaju narzędzia lub produktu — tak jak dla nas drożdże czy grzybki penicyliny.