— Tego nie wiem. W tej chwili nie pytaj pan o nic więcej. Aparat indukcyjny wskazuje, że niedaleko przebiegają przewody podziemne…
— To dlatego zatrzymaliśmy się tutaj?
— Tak. Poszukiwałem głównego kabla siłowego. Być może, uda się nam dotrzeć do miejsca, w którym wszystko się zaczęło…
Pomilczawszy chwilę astronom ciągnął:
— Musimy się rozłączyć. Każdy odejdzie na czterysta kroków i wróci w to samo miejsce, gdzie teraz stoimy, po linii spiralnej, szukając akustycznego echa. Ten, który odnajdzie je pierwszy, da drugiemu znać czerwonymi rakietami. Na łączności radiowej nie możemy polegać. Czy wszystko jasne?
— Tak.
Zawrócił i oddalił się lekkim, długim krokiem. Przez sekundę stałem jeszcze, potem spojrzałem na tarczę żyro — kompasu i ruszyłem w przeciwną stronę.
Wyłączyłem dopływ prądu do aparatu radiowego. Buty dudniły po kamiennych płytach; odgłos kroków rozlegał się w pustce ze zdwojoną siłą. Kiedy zbliżałem się do ścian płonących chłodnym blaskiem, dostrzegałem własny cień; rozchwiany, sunął po bruku. Szedłem, jak mi polecił Arseniew, poruszałem w obie strony wylotem aparatu i liczyłem kroki. Gdy doszedłem do czterystu, zawróciłem. Na razie nie odkryłem niczego. Czerwone oko w głębi hełmu, wskaźnik radioaktywności, żarzyło się słabo, wskazując niewielkie ślady promieniowania. Jego natężenie wzmagało się, kiedy podchodziłem do ścian. Podniosłem głowę — w górze bastiony urywały się pod czarnym jak smoła niebem. Szedłem może minutę, gdy usłyszałem za sobą kroki.
Arseniew odszedł w przeciwną stronę. W tę samą odjechała gąsienicówka. Wiedziałem, że nie może iść za mną człowiek. A jednak słyszałem kroki. Brzmiały niezbyt głośno — musiał postępować w odległości co najmniej trzydziestu metrów. Miałem wrażenie, że w plecy wkłuwają mi się setki drobnych igiełek. Całą wolę musiałem natężyć, aby się nie odwrócić. Szedłem, a z tyłu wciąż rozlegało się stukanie — raz, dwa, raz, dwa — to głośniej, kiedy nawierzchnia ulicy leżała naga, to ciszej, gdy pokrywał ją nawiany piasek. Błysnęła myśl, że to jest echo, i stąpnąłem umyślnie mocno, ale krok tego, który szedł za mną, nie zabrzmiał donośniej.
To nie było echo.