— To znaczy, że pan… Zamilkł. Po chwili powiedział.
— To znaczy, że o n musi umrzeć?
— Tak — odparł inżynier. — Żeby inni mogli żyć.
Profesor Czandrasekar
Z powrotem inżynier prowadził chłopców dolnym poziomem. Zeszli wąskimi schodkami do trójkątnego korytarza i minęli troje czy czworo drzwi. Oszołomieni ogromną ilością wrażeń wszyscy milczeli. Korytarz, wyłożony ciemnozielonym gąbczastym chodnikiem, leżał w świetle lamp pusty i cichy. Nie dobiegał tu najlżejszy odgłos z zewnątrz. Zatrzymawszy się po kilkudziesięciu krokach, inżynier wskazał na drzwi większe od innych.
— Tu mieści się Marax — powiedział i nacisnął oburącz umieszczone jedna nad drugą klamki. Weszli do środka. Była tu okrągła kabina, zalana światłem. Ściany, podobne do tablic automatycznej centrali telefonicznej, zapełniały tysiące wyłączników i wtyczek zajmujących przestrzeń od stropu do podłogi. Ich porcelanowe główki iskrzyły się długimi rzędami w szachownicowych polach. W kilku miejscach tablice rozdzielcze były poodchylane jak drzwi i w głębi, w rubinowym brzasku żarzących się lamp, ciemniała plątanina przewodów.
W samym środku kabiny znajdował się kolisty pulpit z okrągłym otworem, tak dużym, że mogły się tam pomieścić dwie osoby. W jednym miejscu pulpit posiadał wąskie przejście. Pokryty był szklistą masą koloru bardzo ciemnego bursztynu, fluoryzującą zielonkawo w świetle okrągłej rury podsufitowej. Wokół pulpitu wznosiło się z podłogi dziewięć czarnych rur, które zwracały ku niemu swoje stożkowe zakończenia z białymi ekranami. Panowała tu cisza, inna jednak niż w korytarzu, bo podszyta delikatnym szumem prądów.
— To, coście dotąd widzieli — powiedział inżynier — wszystkie aparaty kontrolne, maszyny, urządzenia, mają nam służyć w wypadkach, które przewidzieliśmy. Musimy się jednak liczyć z tym, że zajdzie wiele rzeczy nie przewidzianych. Od tego, jak szybko się z nimi uporamy, zależeć będzie los całej wyprawy. Dla tych właśnie celów zbudowany został MARAX. Jest to skrót oznaczający MAchina RAtiocinatriX. To, co widzicie dokoła, to urządzenia prze — kaźnicze. Ten pulpit w środku — to nastawnia, z której daje się Maraxowi zadania. Rozwiązania odczytuje się z ekranów. Chłopcy stali wciąż w pobliżu drzwi, skupieni w małą gremadkę, a z ich min widać było, że nie bardzo rozumieją, w jaki sposób może ta potwornie skomplikowana sieć przewodów elektrycznych posłużyć do ocalenia wyprawy przed nieznanym niebezpieczeństwem.
— Chętnie bym wam powiedział coś jeszcze o Maraxie — rzekł inżynier — ale naprawdę nie mam już czasu.
— A co on właściwie robi, proszę pana?