Czandrasekar nacisnął wyłącznik. Świetlista krzywa znikła. Teraz profesor przebiegał palcami po klawiszach bardzo szybko, jakby obsługując niezwykłą maszynę do pisania. Równocześnie mówił:

— Kiedy daję Maraxowi zadanie, on jak gdyby usiłuje je „podźwignąć” i automatycznie włącza tyle obwodów, ile potrzeba. Temu, co nazywamy w życiu codziennym większym lub mniejszym skupieniem uwagi, zależnym od trudności zadania, tutaj odpowiada większa lub mniejsza ilość włączających się do pracy lamp.

Czandrasekar naciskał coraz inne klawisze. W Maraxie działy się dziwne rzeczy. Jeden po drugim zaświecały się równym fosforycznym blaskiem ekrany, aż zapłonęły wszystkie kręgiem nad taflą pulpitu i odbijały się w niej jak dziewięć bladych księżyców w gładkiej ciemnozielonej wodzie. Pojawiały się na nich linie krzywe, zrazu pełzające powoli, które zaczynały wić się coraz szybciej, rwać i trzepotać. Głuche mruczenie prądu napełniło przestrzeń.

Nagle chłopcy drgnęli. Rozległ się przytłumiony, lecz silny głos basowego brzęczyka i na pulpicie zapłonął czerwony napis „Przeciążenie”. Równocześnie profesor pokazał chłopcom, że klawisze opierają się naciskowi palców, jakby się zacięły.

— Widzicie? — powiedział. — Marax odmawia posłuszeństwa… Kazałem mu rozwiązywać tyle zadań jednocześnie, aż w przewodach powstał nadmierny tłok. Na tym właśnie polega roztargnienie. Hm, widzę, że was nie przekonałem. Powiedzmy więc to samo inaczej. Kiedy myśli się o czymś łatwym, można równocześnie zwrócić uwagę na coś innego, można na przykład powtarzać w pamięci wiersz, a zarazem obserwować przez okno ulicę. Ale gdy zadanie jest trudne, dzielić uwagi już nie można. Im więcej komórek nerwowych pracuje, im więcej wytwarzają one krążących prądów, tym większy tłok musi panować we włóknach łączących. I to jest właśnie tajemnica profesorskiego roztargnienia: kiedy wiele komórek zajętych jest trudnym zadaniem, w przewodach nie ma miejsca na inne prądy. Dlatego, gdy astronom wychodzi z obserwatorium rozmyślając nad nową teorią, może się zdarzyć, że zapomni płaszcza, nie poznaje znajomych i, jak się to mówi, świata nie widzi… A wszystko to spowodowane jest po prostu natłokiem prądów we włóknach białej substancji.

Czandrasekar dotknął innego wyłącznika. Znieruchomiałe na ekranach krzywe znikły i tarcze ich zgasły jak zdmuchnięte. Podnosząc głowę profesor patrzał przez chwilę na chłopców, którzy ciasnym kręgiem obstąpili pulpit. Oparty rękami o brzegi klawiatury, jak muzyk przy niezwykłym instrumencie, po chwili mówił dalej:

— Wiecie już o komunikacji między lampami. Druga podstawowa rzecz — to pamięć. Marax musi zapamiętać to, co każemy mu robić, a prócz tego musi przechowywać poszczególne etapy obliczeń, żeby z nich później korzystać. Oto prosty przykład: chcę pomnożyć 23 x 4, więc najpierw mnożę 20 x 4. To jest 80. To sobie zapamiętuję, a teraz mnożę 3 x 4. To jest dwanaście. Teraz muszę sobie przypomnieć tamten rezultat — 80 — i dodać razem. Wynik brzmi 92. Oczywiście to tylko przykład. Chodzi o rzeczy nieporównanie trudniejsze, ale zasada jest podobna. Więc maszyna musi posiadać organ pamięci, i to działającej błyskawicznie. Nie może to być zapis mechaniczny, jakieś dziurkowane kartki czy coś takiego. O szybkości każdego procesu decyduje jego ogniwo najpowolniejsze. Marax wykonuje w ciągu sekundy 5 000 000 operacji. Gdyby jako organu pamięci użyć zapisu mechanicznego, to najlepszy wymagałby jakiejś dziesiątej części sekundy dla zanotowania rezultatu. Wtedy na sekundę wykonywałby Marax już tylko 10 obliczeń. Stracilibyśmy całą szybkość, a przecież na niej najbardziej nam zależy. Dlatego pamięć musi być elektryczna. Zasada jej jest taka: impuls prądowy, oznaczający to, co trzeba zapamiętać, zamykamy w obwodzie i każemy mu w nim krążyć.

W praktyce używane są rozmaite urządzenia. Marax posiada tak zwane kapacitrony. Jest to lampa próżniowa, w której znajduje się wielka ilość malutkich kondensatorków. One są jak gdyby „kartkami notatnika”, a pisze na nich „pióro” utworzone z pęczka elektronów o szybkości 260 000 kilometrów na sekundę. Jak widzicie, wcale niezła szybkość. Ruchami tego „pióra” kieruje pole elektryczne. Taki jeden kapacitron może zapamiętać do 40 000 wyników naraz i podać je, gdy zajdzie potrzeba, w ułamku sekundy.

— A, panie profesorze, jakim pismem pisze to „pióro” z elektronów?

Czandrasekar ściągnął lekko brwi.