— „Pióro” nie pisze żadnym pismem. Ja to tylko tak obrazowo powiedziałem. Ono udziela płytkom kondensatorów ładunków, tworząc drgające obwody elektryczne.
— A czy mózg zapamiętuje tak samo jak Marax?
— W mózgu są dwa rodzaje pamięci. Jedna, tak zwana „pamięć krążąca”, jest taka jak w Maraxie. Pozwala ona na krótkie zapamiętywanie. W chwilowo połączonych obwodach pulsują prądy, które ulegają przerwaniu, kiedy przestają być potrzebne. Natomiast drugi rodzaj pamięci, ten, dzięki któremu pamiętamy dzieciństwo, przeszłość, wiadomości, jakich uczyliśmy się, ma odmienny mechanizm. Polega on w ogólnych zarysach na zmianach zachodzących tam, gdzie wypustki jednej komórki nerwowej dotykają drugiej. Są to cienkie warstewki białka, tak zwane synapsy, w których odbywa się torowanie i hamowanie warunkowe… no, ale dajmy temu pokój. Mówiłem o mózgu tylko dlatego, żebyście mogli lepiej zrozumieć Maraxa. Boję się, że o jego działaniu wciąż jeszcze macie dosyć mgliste wyobrażenie. A to jest tak: Marax stanowi zamknięty układ, dążący do pewnej równowagi prądów. Podobnie wychylone wahadło dąży zawsze do zajęcia najniższego położenia. Stawiając zadanie, wytrącam maszynę ze stanu równowagi elektronowej. Starając się do niej powrócić, Marax rozwiązuje zadania jakby „mimochodem”. Gra prądów wytwarza rozmaite linie krzywe, które widać na tym ekranie, i one właśnie stanowią odpowiedź na zadawane pytania. Wiecie pewno, że każdą linię krzywą można wyrazić za pomocą równania matematycznego? Równanie krzywej, która pojawia się na ekranie, jest właśnie poszukiwanym rozwiązaniem. Tak pracuje Marax nad problemami matematycznymi, ale mogą być i inne. Dajmy na to, że przybywamy na planetę i potrzebna jest nam pewna substancja chemiczna. Mamy ją do dyspozycji jako związek gazowy w atmosferze, jako minerał i jako roztwór. Zachodzi pytanie, jak najprościej wydobyć tę substancję najmniejszym nakładem pracy. Podajemy Maraxowi wszystkie dane i w ciągu paru minut otrzymujemy gotową receptę produkcyjną. Dałem wam oczywiście prosty przykład. Marax potrafi rzeczy znacznie trudniejsze. A jak to robi? To już jest całkiem inna historia niż w wypadku zadania matematycznego. Tam maszyna nic nie musi,wiedzieć”, oczywiście, oprócz reguł matematycznych. Ale w tym wypadku musi posiadać doskonałą wiedzę chemiczną, fizyczną, znać się na technologii procesów chemicznych, no i, ma się rozumieć, wiedzieć, jakimi dysponujemy środkami, bo niewiele by to pomagało, gdyby poradziła nam postawić trzykominową fabrykę… Tak więc Marax musi posiadać obszerną wiedzę przedmiotu. Wiedzę tę może oczywiście posiadać tylko dzięki temu, żeśmy mu ją wbudowali. W jaki sposób? Do tego służą inne organa pamięci, tak zwane stałe kapacitrony albo ultrakapacitrony. Jedna taka lampa odpowiada mniej więcej jednemu bardzo grubemu tomowi podręcznika inżynieryjnego. Marax posiada ich około 100 000 i dlatego nie bierzemy z sobą żadnych książek.
— Czy taka lampa nie może się zniszczyć?
— Oczywiście, że może. Ale i książka może się spalić. Trudno, ryzykujemy. Bez ryzyka niczego nie można osiągnąć. Więc kiedy zachodzi potrzeba, włączają się odpowiednie ultrakapacitrony i zaczynają przekazywać obwodom wiadomości. To się dzieje w ten sposób, że po prostu wyrzucają chmury elektronów o modulowanej szybkości: tak wygląda nasza wiedza, przetłumaczona na język elektryczności… Jedna lampa przekazuje obwodom całą swoją treść w ciągu niespełna sekundy. W tym czasie podkładają się pod nią drgania pierwotne obwodów. Działają specjalne nastrajacze i rezonatory, filtry częstotliwości, modulatory i dławiki, które zajmują całą przestrzeń pod tą kabiną. A jakże, tu tylko jest nastawnia, jak gdyby „kora mózgu”, a wszystkie „białe włókna” są na dole.
— Panie profesorze… przepraszam… — rzekł jeden z chłopców — pan powiedział, że taka lampa to jakby podręcznik… ale przecież w książce nie ma gotowych rozwiązań?
— Naturalnie, że nie ma. Nie zrozumieliście mnie dobrze. W dodatku sam zawiniłem, używając tego porównania z książką. Miałem na myśli zasób wiadomości, a nie sposób korzystania z nich. Zasadnicza różnica między książką a mózgiem jest ta, że w książce wiadomości leżą obok siebie sztywne, martwe, niezmienne, a w mózgu każda wiadomość jest żywa i plastyczna, to znaczy, że w razie potrzeby mogę ją dowolnie przystosować do konkretnej sytuacji, jaka mnie spotyka. A Marax jest o wiele podobniejszy do mózgu niż do encyklopedii. Wiadomości w Maraxie przekształcają się, zmieniają i dostosowują do potrzeb tak jak w mózgu, dlatego że są przechowywane w postaci plastycznych drgań prądu, które przedstawiają linie krzywe. Wiecie z pewnością, że jeśli nałożyć na siebie dwie linie krzywe, to powstanie trzecia, niepodobna do żadnej z tamtych, lecz będąca ich wypadkową. Otóż pytanie zadawane Maraxowi jest właśnie jedną linią krzywą, wiadomości, których używa on do pracy, są drugą krzywą, a powstająca z ich złożenia krzywa wypadkowa — jest rozwiązaniem problemu!
— I zawsze wystarczą tylko trzy krzywe? Czandrasekar uśmiechnął się.
— Ależ ja to znowu tylko dla uproszczenia tak powiedziałem. Nie trzy krzywe, ale miliardy i biliony. Maszyna, pracując nad zadanym problemem, wykonuje w ciągu sekundy pięć milionów operacji. Pięć milionów! A praca trwa nieraz godzinę, dwie i więcej. Przy próbach pracowała raz sto sześćdziesiąt dziewięć godzin. Przez cały czas po pięć milionów operacji na sekundę. Proszę, wyobraźcie to sobie… Mówiąc o tych trzech krzywych chciałem wam wyłożyć zasadę, a ona jest właśnie taka.
— Tylko… jednego jeszcze nie rozumiem… — rzekł marszcząc brwi najmniejszy z chłopców. — Jak to można wszystko wyrazić linią krzywą? Na przykład… na przykład to, co pan mówił o wydobyciu tego ciała chemicznego. Przecież w odpowiedzi musi być podane: należy wziąć to i to, wlać do tygla, zmieszać, zagotować. Jak to można wyrazić za pomocą krzywych?