— A ja boję się jechać... Znowu ta dama...
Sherlock Holmes uśmiechnął się.
— Kiedy państwo macie jechać?
— Mąż chce jutro...
— W jakim hotelu państwo zamierzacie stanąć?
— Mąż mówił, że w „Monopolu”.
— Niech pani jedzie! — rzekł z mocą Holmes, powstając i kładąc dłoń na ręce pani Klotyldy z gestem uspakajającym.
— A ta... dama?... — rzekła pani Klotylda, patrząc nań wystraszonymi oczyma.
— Niech pani się niczego nie obawia... Tajemnicę tę przyrzekam odkryć... i ręczę pani, że... wszystko będzie dobrze!
Tyle pewności było w jego głosie, że twarz pani Klotyldy rozpogodziła się uśmiechem. On pochylił się nad nią poufnie i rzekł: