— Ach, mój drogi!... Jakkolwiek sam bawię tu dopiero od miesiąca... i mieszkanie moje nie bardzo jest w porządku... nieco zbyt po kawalersku... lecz...
— Więc za chwilę zobaczymy tu panią Klotyldę... Nie wiesz, kto to taki?...
— Znałem cztery Klocie w Warszawie, lecz jedna jest rozwódką, a trzy są... pannami nie do wzięcia. Sądzę, że to nie żadna z tych czterech...
— Poznamy ją niebawem, bo zdaje mi się, słyszę już jej kroki na schodach. O, dzwonią!
Służąca wniosła pięknie litografowaną10 kartę. Wyczytaliśmy na niej: „Klotylda Kłopotowska neé11 Grzmotnicka”.
— Prosić!
Weszła młoda, ładna blondynka. Podeszła szybko do Sherlocka i gorąco ścisnęła mu ręce:
— Znam pana z fotografii. Jakżem szczęśliwa, żeś pan przyjechał... Tajemnica moja...
Tu zatrzymała się, spoglądając na mnie.
Sherlock rzekł: