— I od mojego przyjazdu nie odgadujesz więcej?

— Nie.

Weszli do parku, w którym grała orkiestra, blady zdrojowy park. Spotkał tam Alinkę, córkę znanego logistyka, przyjaciela ojca.

Była duża, wyglądała jak niedźwiadek (zgrabny). Skończyła pierwszy rok chemii.

— Co robi twój papa? — zapytał, bo lubił go.

— Och, och! Nie wiem: mieszka w hotelu „Pod Różą”.

— Przecież ty mieszkasz we „Florydzie”...

— No tak, ale on mieszka tam z jedną panienką.

Wróciła do grupy chłopców i dziewcząt, krzyknęła:

— Twoja towarzyszka ma śliczną sukienkę...