— Wiesz, że ja nie wiem, co on robi. Widziałem go z jakąś rudą dziewczyną na koncercie Hofmanna170. Potem wygłupialiśmy się razem. Ta ruda dziewczyna — bardzo blada i ładna — szła o sto metrów przed nami i udawała prostytutkę. Starszy pan w futrze i meloniku krążył dookoła niej, a myśmy tak chodzili, że płoszyliśmy tego starszego pana, gdy ją chciał zaczepić. Stary był zrozpaczony.

— Tę rudą widziałam. Ale czy ty myślisz, że nie ma nic między Ewą i Jankiem?

— Nie... nie myślałem o tym.

Nagle ucieszył się. „Zresztą Ewa wszystko mi mówi”. Zaczerwienił się. „Czym bardziej przykre, tym dokładniej”.

— Ja też nie wiem. Tylko pytałam. Bo Janek jest świnia.

— Wiem o tym. Urocza świnia.

„A Ewa by to zrobiła z przyjemnością. To wszystko by było dla mnie wyjątkowo przykre. Nie wiem właściwie, dlaczego tego nie zrobili”.

Emil oparł się o poduszki. Na tapczanie można było leżeć we wszystkich kierunkach: kręcić się dookoła własnej osi w pozycji poziomej. Poprosił ją o papier, na którym napisał: „Poszukać w »Acta psychologica« Szondi171: Analysis of Marriage 38 r. (?)”.

— Czy to prawda, że jesteś taka dyskretna?

— Tak mówią.