— Wielkie rzeczy. Ja od dwunastu lat. A ruszałam się dużo wcześniej.

— Ale one nosiły specjalne suknie, były wymalowane. Tak jak tu dzieci na Purim42. I dzieci na Purim przypominają mi tamto.

— W Jerozolimie, osioł z kobietą. A żebyś wiedział, jak ona go drażni. Ona, kobieta, wisi na ośle, trzymając się jego głowy i obejmując kolanami.

— Gdzie to się odbywa?

— W jakimś podwórzu czworokątnym. I musi się płacić. Sami mężczyźni.

— A jak ty?

— Byłam przebrana za chłopca. W Paryżu tego nie ma. Nie ma na pewno. W południowej Francji jest dużo osłów. Ale tego nie ma.

— A jeszcze tam w Teheranie chodzili pięcioletni chłopcy z tacą na głowie. Na tacy pomarańcze, złote rybki w akwarium, kura gotowana, suszone owoce, jedno na drugim. Tam właśnie w burdelu.

Batia zaczęła się cicho śmiać.

— Nie śmiej się. Tak było. Chodzili. Mieli oczy czarne, duże oczy. Dziecinne. Poważne. Tych chłopców też używali starzy Arabowie.