Głód i żądza, jak piekło, aż po wargi chlusta.
Polot godziny wraca z nocnego połowu,
Obłok szybuje, kroki zadudnią w milczeniu.
Brzask palcem bladym kreśli widma belek w cieniu,
Bezmierne Życie oto postękuje znowu!
Głód i żądza, jak piekło, aż po wargi chlusta.
Polot godziny wraca z nocnego połowu,
Obłok szybuje, kroki zadudnią w milczeniu.
Brzask palcem bladym kreśli widma belek w cieniu,
Bezmierne Życie oto postękuje znowu!