— Skończmy to już raz, Bergeraku. Ta rozmowa przykrość mi sprawia.

— Od ciebie tylko zależy skrócić ją.

— W jaki sposób?

— Uznaj prawdę. Oddaj Ludwikowi, co mu się należy!

— Ludwik nie żyje!

— Ech, wiesz równie dobrze jak ja, że to nieprawda. Przekupiłeś tego łotra Ben Joela i za garść złota wyrecytował on głośno lekcję, której go po cichu wyuczyłeś.

— Zapłacisz mi za te obelgi, Bergeraku!

— Ile tylko zażądasz. Ale wpierw ukończyć musimy swą rozmowę. Księga, w której zapisano dowód tożsamości Ludwika, znajduje się w twoich rękach, przyznaj.

— Ben Joel oświadczył w twojej obecności, że ta księga nigdy nie istniała.

— Istniała i istnieje. Być może zresztą, że jej nie posiadasz, gdyż ten zbój jest zarazem szczwanym lisem, który nie pozbywa się łatwo tak drogocennego dowodu. Ale w takim razie tę książkę ja będę posiadał.