Roland śmiać się zaczął.

Cyrano powtórzył z naciskiem:

— Tak lub inaczej, polubownie lub przemocą zdobędę ją: bądź tego pewny.

Taka pewność siebie brzmiała w tych słowach, że śmiech zamarł na ustach hrabiego.

— Skończywszy z tą kwestią — podjął Cyrano — pogadamy teraz, jeśli pozwolisz, o tobie. W tym głównie celu tu przyszedłem.

— O mnie?

— Tak. Nadeszła chwila, w której wypada ci opowiedzieć pewną historyjkę, tak dalece dla rodziny de Lembrat zajmującą, że ojciec twój zadał sobie pracę opisania całej własną ręką.

— Nie wiem o takim piśmie.

— Byłoby lepiej dla ciebie, żebyś go nigdy nie poznał. Ale silne choroby wymagają silnych leków.

— Jakiż wstęp rozwlekły! Można by sądzić, że zabierasz się do wygłoszenia wyroku na mnie.