Wziął jedną, utrącił szyjkę o kamień, umaczał w płynie palec i dotknął nim warg.

Uczuł natychmiast jakby sparzenie i cisnął daleko od siebie butelkę, która rozbiła się na kamiennej posadzce.

Zaraz potem chwycił dzbanek i napił się wody.

Johann przyglądał się temu wszystkiemu z niezmiernym zdziwieniem i ciekawością.

— Cóż się tu dzieje? — ośmielił się wreszcie zapytać.

— Nic wielkiego! — zaśmiał się gorzko więzień. — Stwierdzono raz jeszcze, mój przyjacielu, że jestem w samej rzeczy wicehrabią Ludwikiem de Lembrat. Proszę cię, powtórz to człowiekowi, który przychodził tu dziś rano, i niech słowa te zaniesie swemu panu. Wystarczy to, aby tu już więcej noga jego nie postała. A co do ciebie, bądź pewny, że nie zapomnę do końca życia przysługi, jaką mi wyświadczyłeś, przynosząc tę bransoletkę.

— To była przysługa?

— Ocaliłeś mi po prostu życie.

— Więc to wino...

— Zachowaj to wszystko w najgłębszej tajemnicy. Poprzestań jedynie na wypełnieniu zlecenia, które ci daję. Później, być może, zażądam twego świadectwa. A gdy wydostanę się na wolność, bo mam nadzieję, że to prędzej lub później nastąpi, potrafię wynagrodzić ci okazaną mi życzliwość.