Gdy skończył, poeta odczytał raz jeszcze głośno ten akt i podsunął papier Rinaldowi, który u spodu położył drżącą ręką swój podpis.

— Przyprowadź Ben Joela — rzekł Cyrano do swego sekretarza.

Castillan wyszedł i po chwili powrócił, popychając przed sobą związanego Cygana.

— Czytaj to — rozkazał Sawiniusz, podsuwając mu pod oczy wyznanie Rinalda.

— Przeczytam wszystko, czego jasny pan ode mnie zażąda — wyjąkał pokornie zbój, z tą uległością dobroduszną, którą objawiał zawsze, ile razy znalazł się w rękach silniejszego.

I przeczytał.

— Teraz podpisz.

— Podpiszę wszystko, co jasny pan rozkaże — powtórzył tym samym co poprzednio tonem.

— Masz — rzekł wówczas Cyrano do księdza Jakuba — zachowaj to pismo. Przyda się nam ono w odpowiedniej chwili.

Proboszcz, który wykonywał ze ślepą ufnością wszystkie zlecenia przyjaciela, wziął podany sobie akt, złożył go i nic nie mówiąc, wsunął do kieszeni w sutannie.