— Jasny panie! — zwrócił się Ben Joel do Cyrana — co jasny pan zamierza zrobić ze mną?

— Posłać cię na szubienicę!

Nędznik począł drżeć i nogi ugięły się pod nim, jakby zamierzał rzucić się do stóp poety.

— Podły tchórzu! — wykrzyknął Cyrano z najwyższą pogardą. — Tak bardzo zatem lękasz się o swą skórę? Uspokój się, możesz ją jeszcze ocalić.

— W jaki sposób? — zapytał prędko Cygan, czepiając się rozpaczliwie słabego promyka nadziei.

— Oddając mi swą księgę rodzinną.

— Dam ją jasnemu panu — zapewnił Cygan.

— Dobrze. Ona w Paryżu jest, nieprawda?

— Tak, jasny panie.

— Udamy się tam zatem jutro w twoim zaszczytnym towarzystwie. Castillanie, odprowadź tego człowieka.