Asyż
W ów dzień, który jak inne piękne dnie się chyli,
Wielkie woły rogate w przedzmierzchowej chwili
Wracają, przez ciemnego zganiane pastucha.
Poeta stąpa w miasto, a wieczór go słucha.
Tedy, zanim krok jego powstrzymają domy,
Wzrok okala widnokrąg, daleki i stromy,
Myśl błąka się pogodna, w senności leniwa,
Od wzgórz aż po dolinę, tej sielskości chciwa.
Nim pierwsza gwiazda wzejdzie w złoceniach, gdzie strzecha