Wznosi się ku niej lekko: idąc, się uśmiecha.
Spogląda wzdłuż gościńca, co gnie się daleko,
Widzi oliwki szare nad gasnącą rzeką.
Zapomniał wszystkich cierpień, straszliwej boleści:
Jest promienny, jak słońce, które wszechświat mieści.
By wznieść go ponad siebie, znów szepcesz, Naturo.
Godzisz go w samo serce, nienakryta chmurą,
O, czysta pod tym łukiem, gdy opada kula
W blasku, on marzy słońce, jako diament króla,
Wiekuiste, i, zanim światłość w mroku skona,