Ludka — źle.
Eliza — bardzo dobrze.
Amelka — średnio.
Gdy prezydent skończył czytać gazetę (która, wierzcie mi, czytelniczki, jest bona fide68 kopią gazety pisanej niegdyś przez bona fide dziewczęta), nastąpiły grzmiące oklaski, po czym pan Snodgrass powstał:
— Panie prezesie i wy, panowie — odezwał się z parlamentarną postawą i tonem. — Podaję wniosek o przyjęcie nowego członka, wysoce zasługującego na ten zaszczyt. Zapewniam was, że będzie szczerze wdzięczny za ten wybór, podniesie ducha naszego klubu i literacką wartość gazety, przy tym jest to gentleman miły i grzeczny. Proponuję pana Teodora Laurence’a na honorowego członka K. P. i proszę o jego przyjęcie.
Nagła zmiana w tonie Ludki pobudziła dziewczęta do śmiechu, ale wszystkie były jakieś nieswoje i nic nie odrzekły, podczas gdy Snodgrass na powrót zajmował swoje miejsce.
— Będziemy głosować — rzekł wreszcie prezes. — Kto jest za przyjęciem wniosku, niech powie „tak”.
Po głośnej odpowiedzi Snodgrassa nastąpił nieśmiały głos Elizy, co zadziwiło wszystkich członków.
— Osoby przeciwnego zdania powiedzą „nie”.