Małgosia i Amelka były przeciwnego zdania, a pan Winkle podniósł się i powiedział z wielką elegancją:

— Nie życzymy sobie chłopców, bo oni lubią tylko żarty i wrzawę. To jest damski klub, więc chcemy, żeby cichy był i przyzwoity.

— Gotów wyśmiewać gazetę, a potem nas — odezwał się Pickwick, szarpiąc loczek nad czołem, bo taki miał zwyczaj przy każdej wątpliwości.

Snodgrass podskoczył w górę z zapałem i rzekł:

— Daję słowo honoru, że Artur nie zrobi nic podobnego. On lubi pisać, pokieruje naszą pracą i powstrzyma nas od sentymentalności. Tak mało możemy dla niego zrobić, on zaś tak wiele robi dla nas, że sądzę, że nawet wypada zaprosić go i dobrze przyjąć, gdy przyjdzie.

Ta zręczna wzmianka sprawiła, iż Tupman zerwał się na nogi, bo widocznie zmienił zdanie.

— Tak, powinniśmy to zrobić, nawet gdybyśmy mieli powód do obaw. Ja powiadam, że może przychodzić i jego dziadek również, jeżeli zechce.

Ten energiczny wybuch Elizy zelektryzował cały klub. Ludka powstała z miejsca, żeby jej za to uścisnąć rękę.

— Głosujemy jeszcze raz! Kto sobie przypomni, że idzie o naszego Artura, ten powie „tak” — wykrzyknął Snodgrass z uniesieniem.

— Tak! Tak! Tak! — zawołały trzy głosy.