Spodziewam się jutro panienek i chłopców znanych mi z Anglii, chciałbym więc urządzić wesołą zabawę. Jeżeli będzie ładnie, rozłożę namiot na Longmeadow, gdzie popłyniemy wszyscy na przekąskę i krokieta. Rozpalimy ogień, żeby się raczyć przysmakami na sposób cygański, i zabawimy się doskonale. Moi goście lubią takie rzeczy i są bardzo weseli. Brooke będzie trzymał chłopców w karności, a Kasia Vaughn posłuży dziewczętom za wzór. Bardzo pragnę, żebyście się z nami także wybrały. Elizy ani myślę się wyrzec i zapewniam, że jej się nikt nie będzie narzucał. Nie obciążajcie się zapasami, bo sam zajmę się wszystkim, tylko przybądźcie do
waszego na zawsze Artura
— Wspaniałe! — zawołała Ludka, biegnąc z tą wiadomością do Małgosi. — Oczywiście, nie masz nic przeciw tej wycieczce, mamo? Takie będziemy pomocne Arturowi! Ja umiem wiosłować, Małgosia przyrządzi podwieczorek, a dziewczynki też mogą coś robić.
— Mam nadzieję, że ci Vaughnowie nie są ani zbyt wykwintni, ani całkiem dorośli. Czy słyszałaś o nich, Ludko? — zapytała Małgosia.
— Wiem tylko, że jest ich czworo: Kasia, starsza od ciebie, bliźnięta Fred i Franek, prawie w twoim wieku, i mała Gracja, podobno dziesięcioletnia. Artur poznał ich za granicą i polubił tych chłopców, ale Kasią musi się nie bardzo zachwycać, bo zauważyłam, że zaciska wargi, mówiąc o niej.
— Jak to dobrze, że mam czystą perkalową suknię, bo taka jest najwłaściwsza — powiedziała Małgosia z radością. — A ty, Ludko, co masz stosownego?
— Czarna w pąsowe kwiaty będzie w sam raz, bo nie będę musiała się krępować i myśleć o sobie przy wiosłowaniu. Czy wybierzesz się z nami, Elizo?
— Jeżeli nie pozwolicie, żeby chłopcy do mnie mówili.
— Żaden się nie odezwie.
— Chciałabym sprawić przyjemność Arturowi. Pana Brooke’a się nie boję, bo on taki dobry, ale z innymi nie chcę się bawić ani rozmawiać, ani śpiewać. Znajdę sobie zajęcie, żeby nikogo sobą nie kłopotać, a ty, Ludko, się mną zaopiekujesz. Wtedy wybiorę się z wami.