„Jakie do niej podobne, że przyjechała tu sama! Ale jeżeli ból da się we znaki, to będzie potrzebowała kogoś, kto by ją odwiózł do domu”.

Po dziesięciu minutach Ludka zbiegła ze schodów bardzo zaczerwieniona i widać było, że przeszła jakąś ciężką próbę. Zobaczywszy młodego gentlemana, wcale się nie ucieszyła i minęła go z ukłonem, ale on podszedł, pytając ze współczuciem:

— Czy to było bardzo przykre?

— Nie bardzo.

— Prędko przez to przeszłaś.

— Dzięki Bogu.

— Czemu przyjechałaś sama?

— Nie chciałam, żeby ktoś wiedział.

— Dziwne z ciebie stworzenie! Ilu się pozbyłaś?

Ludka spojrzała na przyjaciela, jak gdyby nie rozumiejąc go, lecz po chwili parsknęła śmiechem.