— Przyjął. Wylazł spod szafy, a Polly uciekła śmiertelnie przestraszona i wskoczyła na krzesło ciotki, wołając na mnie: „Złap go! Złap go! Złap go!”, bo ja polowałam na tego pająka.
— „To kłamstwo, mój panie” — krzyknęła Polly, dziobiąc palce Artura.
— Skręciłbym ci szyję, gdybyś była moja, ty stara wiedźmo! — zawołał Artur, grożąc pięścią papudze, która zwiesiła głowę na bok i z powagą krakała: „Alleluja, niech będą błogosławione twe guziki, mój drogi!”
— Jestem już gotowa — rzekła Amelka, gdy zamknęła szafę i wyjęła papier z kieszeni. — Jeżeli chcesz, to przeczytaj ten dokument i powiedz, czy dobrze napisany. Życie jest niepewne, więc się poczułam do tego obowiązku, nie chcąc mieć nieprzyjaciół po śmierci.
Artur przygryzł sobie usta, i odwróciwszy się trochę od zamyślonej Amelki, czytał z powagą zasługującą na pochwałę — tak śmieszna była pisownia.
Moja ostatnia wola i testament
Ja, Amelia Courtis March, będąc przy zdrowych zmysłach, daję i przekazuję własność moją jak następuje:
Ojcu najlepsze malowidła, szkice, mapy i dzieła sztuki, włączając ramy. Również 100 funtów szterlingów, żeby z nimi zrobił, co zechce.
Matce całe ubranie, wyjąwszy niebieski fartuszek z kieszeniami; także mój portret, medalion i serdeczne pozdrowienie.
Drogiej siostrze Małgorzacie turkusowy pierścionek (jeżeli go dostanę), kawałek prawdziwej koronki na szyję i jej wizerunek mojej roboty, na pamiątkę po jej „małej dziewczynce”.