— Nie wiedział tego.
— Powinien mi ufać i nie postępować jak z dzieciakiem. Nic nie pomoże, on musi się dowiedzieć, że potrafię sobą kierować i nie potrzebuję być prowadzony na pasku.
— Cierpki jesteś — rzekła Ludka wzdychając. — Jak myślisz załatwić tę sprawę?
— Powinien mnie przeprosić i uwierzyć, kiedy zapewniam, że muszę to pokryć milczeniem.
— Bóg z tobą! Ależ on tego nie zrobi!
— Jednak dopiero wówczas zejdę na dół.
— Teodorku, bądźże rozsądny, zaniechaj tego, a ja cię wytłumaczę, jak będę mogła najlepiej. Nie możesz tu zostać, więc po co odgrywać komedię?
— Nie mam zamiaru pozostawać długo. Wybiorę się w podróż, a kiedy dziadek zatęskni, będzie wiedział, jak postąpić.
— Zapewne, ale nie powinieneś się oddalać i dawać mu powodu do zmartwienia.
— Daj mi pokój z kazaniem. Pojadę do Waszyngtonu zobaczyć się z Brooke’em. Tam jest wesoło, więc się rozerwę po tych kłopotach.