— Nie możecie żyć z przyjaciół. Spróbujcie tylko, a zobaczycie jak ochłodną. Czy ma jakieś zajęcie?
— Dotąd nie ma żadnego, ale pan Laurence mu dopomoże.
— To nie potrwa długo, James Laurence jest kapryśny i nie można na nim polegać. Więc zamierzasz wyjść za człowieka, który nie ma pieniędzy, stanowiska ani zajęcia, i będziesz pracowała ciężej niż teraz, kiedy mogłabyś żyć wygodnie, gdybyś chciała usłuchać i zrobić lepszy wybór. Myślałam, że masz więcej rozsądku, Małgosiu.
— Nie mogłabym zrobić lepszego wyboru, choćbym pół życia czekała! Jan jest dobry, rozumny, światły, pracowity i z pewnością mu się powiedzie, bo taki energiczny i śmiały. Wszyscy go kochają i szanują i dumna jestem, że zdobyłam, jego miłość chociaż jestem taka uboga, młoda i głupiuchna — rzekła Małgosia, jeszcze ładniej wyglądając z powagą na twarzyczce.
— Dziecię, on wie, że masz bogatych krewnych i zapewne w tym tkwi tajemnica jego miłości.
— Ciotko March, jak śmiesz mówić takie rzeczy. Jan jest ponad nikczemność i nie będę cię słuchała, jeżeli się chcesz tak odzywać — zawołała z oburzeniem, pomna tylko na niesprawiedliwe podejrzenia starej jejmości. — Mój Jan nie poślubiłby nikogo dla pieniędzy, tak samo jak i ja. Oboje chcemy pracować i będziemy czekali. Ja się nie boję ubóstwa, bo mi nigdy nie tamowało szczęścia, i wiem, że je znajdę także przy nim, ponieważ mnie kocha.
Tu zamilkła, przypomniawszy sobie nagle, że jeszcze nie uczyniła żadnego postanowienia, że kazała „swemu Janowi” odejść i że on może słyszy jej niekonsekwentne słowa.
Ciotka March była bardzo zagniewana, bo ułożyła sobie, że jej piękna siostrzenica zrobi świetną partię. Przy tym radosna, młoda twarzyczka dziewczęcia rozbudziła w samotnej, starej kobiecie smutek i cierpkość.
— Dobrze, umywam ręce od tej sprawy! Jesteś upartym dzieckiem i więcej straciłaś przez to szaleństwo, niż myślisz. Nie zabawię tu już dłużej. Zawiodłam się na tobie i nie chcę się teraz widzieć z papą. Nie spodziewaj się niczego ode mnie, gdy wyjdziesz za mąż. Niech przyjaciele twego pana Brooke’a pamiętają o tobie. Między nami wszystko na zawsze skończone.
Trzasnąwszy drzwiami, odjechała w najwyższym gniewie. Zdawało się, że zabrała z sobą całą odwagę dziewczyny, bo Małgosia, zostawszy sama, stała chwilę niepewna, czy się ma śmiać, czy płakać. Zanim zdołała się rozmyślić, wszedł pan Brooke i powiedział jednym tchem: